Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

matematyki i fizyki — a trzeba wiedzieć, że jako specjalista w tych mądrościach byłem zakałą całej szkoły — grzmiał codziennie:
— Panu pomnik postawią (!), a ja panu dam troję!
„Tróją” była patentem na ostateczne kretyństwo. I nie dał mi owej „troi”. Czytał ukradkiem moje wierszydła, a przy maturze zadawał mi pytania z matematyki dość zawiłe, takie mniej więcej: „Ile jest siedem razy siedem?” — Bo on wiedział, że ja będę pisał wiersze. Bo on wiedział, że jednym, naprawdę groźnym pytaniem wtrąci mnie w przepaść. Po co? Na co? Czy ja miałem rozbijać atomy albo skraplać powietrze? Za takie nieprzepisowe łaskawości mógł mu uczynić awanturę asystujący przy maturze wysoki przełożony. Akuratnie! „Wysoki przełożony” też wiedział o mojej pisaninie i też był mądrym człowiekiem. Więc udawał, że jest bardzo zajęty oglądaniem wróbelka, co ćwierkał za oknem, kiedy ja ćwierkałem ni w pięć, ni w dziewięć. Ale kiedy zdawałem łacinę; czy literaturę — słuchajcie! słuchajcie! Ja byłem wtedy wielki pan, a oni — wyraźnie szczęśliwi! I tak było z każdym z nas, bo oni wszystko o


Strony: