Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

wspaniałości, a jednak gdy się człowiek znajduje wśród małych, niskich domków, chylących się ku ziemi, wśród drzew, po których łaził jak zwinna małpa, i ujrzy budynek, w którym go nauczano abecadła, rzewnie się czyni w starym sercu. Znam w tym mieście każdy niemal kamień, każdy płot i każdą dziurę w płocie. Zegar na kościele znaczył szczęśliwe jedynie godziny. Ranek rozpoczynał się ze wschodem słońca, a szliśmy spać — jak mówi Zagłoba — „o wieczornym udoju”, bo szkoda było nafty. Tylko jeden brzdąc, dziwnie do mnie podobny, pustoszył domowe zasoby paląc łojową świeczkę późno w noc, aby przeczytać książkę, pełną szaleństwa, cudów i przygód.
Nic się tu nigdy nie zmienia!
Przystanąłem przed domem podobnym do wojskowych koszar: to moja szkoła. Przed nią stoi pomniczek Jana Kilińskiego. Bóg raczy wiedzieć dlaczego właśnie jego? Może na tę pamiątkę, że nauczyciel mówił zawsze do młodego kretyna:
— Daj sobie spokój z nauką i lepiej idź do szewca!
Teraz odsyłają młodzieńca albo do diabła, albo do innych zawodów, dawniej z niewiadomych powodów odsyłano go zawsze


Strony: