Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

matura” pojechaliśmy do zaczarowanego miasta Lwowa, które radosnymi oczami patrzyło, jak dnia jednego z sympatycznych kretynów uczyniono łudzi „dojrzałych”... do nowych głupstw. Cały świat zalało jedno promieniste wspomnienie jak świetliste morze, na tym morzu wyrosła koralowa wyspa, a na tej wyspie harcuje gromadka efebów. Jest wśród nich jeden z gębą jak nieszczęście, z nosem jak przykry przypadek, cokolwiek wygłodniały i posiadający spodnie tak wyświecone, że złośliwe życie mogło się w nich przejrzeć jak w lustrze. To ja.
Każdy ma mniej więcej lat dwadzieścia i żaden z nas nie boi się tego sądnego dnia albo tylko udaje, że się boi, bo taki jest zwyczaj. Straszył go ojciec i straszył go dziadek, wiec trzeba stroić ponure miny. Jeden wśród nas — małpa bardzo śmieszna — pokazywał nawet jakieś krople „na nerwy” — zwyczajną wodę z cukrem i chciał tym handlować na wypadek, gdyby przerażenie miało realne podstawy, bo sam namiestnik miał przybyć na maturę. Takie to były uroczyste hece, taka wspaniała matura. Cesarz wołał swojego namiestnika i pewnie powiedział:
— Niech no ekscelencja zajrzy


Strony: