Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

ona, bierze do ręki zwierciadło i długo, długo w nie spogląda. Nie śpiewa jednak straszliwych rymów: „Jak bardzo cieszy mnie, że piękną widzę się!” (bis) — bo dojrzał zmęczone oczy, siwe skronie, zmarszczki pogmatwane jak nitki w starym swetrze, a kiedy fizjognomię ułożył do uśmiechu pocieszenia, spostrzegł kilka zębów chwiejnych jak zasady i kilkoro takich, za które dotąd jeszcze nie zapłacił rachunku. Może byłby nie dostrzegł tych smętnych resztek, gdyby nie wielka uroczystość, gdyby nie to wspomnienie „dni szczęśliwych Van Zantena”. I to jest jedyny smutny moment rozkosznej godziny wspomnień, owej godziny cudu, podczas której zwiodła dusza zakwilą jak krzak głogu. Moment ten należy powitać z uśmiechem filozofa, który utracił młodość, złudzenia, włosy i zęby, lecz nie stracił największego skarbu: pogody. Wygłaszamy te wzniosłe słowa na użytek owych letnich dni, podczas których odbywają się rozliczne zjazdy koleżeńskie. Wszyscy bowiem zdawaliśmy egzamin dojrzałości w miesiącach letnich, kiedy wszystko dojrzewa w naturze, przeto i taki dryblas, którego — jak indyka tuczącymi gałkami — karmiono


Strony: