Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

familias nabierał pełną łyżkę smakowitego owego jadła i rozpryskiwał na pułapie na krzyż. Pogańskie to jakieś były gusła, ale ksiądz kanonik na wszelki przypadek też tak czynił...
Ja zaś do dzisiaj czekam na parę bawełnianych skarpetek... Nic się człowiek nie zmienia. Cokolwiek na nieforemnej gębie, ale nie w tym głupim sercu...
Zjazd koleżeński

Unia jednego otrzymuje człowiek zawiadomienie, że ponieważ mija lat trzydzieści od owego dnia, w którym człowiek zdał egzamin dojrzałości, wobec tego koledzy proszą człowieka, aby się zjawił tam a tam i wypił kieliszek czegoś tam. Na chwałę dawno minionej młodości. Na pamiątkę owej wiosny z poetyckiej serii: „ja jedną tylko taką wiosnę...” A z tym kielichem to jest takie dziwne czarodziejstwo, jak z pucharem króla Thule, o czym ze łzami w głosie i z zezem w stronę kapelmistrza śpiewa sopran w Fauście: „A ile razy pić z niego miał, to oczy Izą mu za–cho–dzi–i–ły!...”
Inna jeszcze scenę z repertuaru nieszczęsnej Małgorzaty odgrywa ów młodzian, któremu przypomniano, że przed laty trzydziestu miał lat dwadzieścia; oto, jak


Strony: