Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

miasta szukano troskliwie męża, co by z postawy, z powagi na obliczu i przedziwnego kształtu nosa przypominał pana Naczelnika Kościuszkę. Musiał to być oczywiście Polak i katolik. Stawał on w otoczeniu wiernych towarzyszów na dziobie okrętu w nieruchomej pozie i zadumany patrzył w dal na „fale oceanu”. Rzeka pęczniała z dumy ocean udając, muzyka kolejowa grzmiała: Patrz, Kościuszko, na nas z nieba — pan Naczelnik tężał w spiż. a widzowie płakali z rzewnego rozczulenia. Ja wyłem w serdecznym wzruszeniu, gdyż byłem zawsze miękkiego serca. Byli i tacy, którzy wołali: „Niech żyje Kościuszko!” — co było życzeniem wprawdzie spóźnionym, lecz ze szczerej pochodziło duszy. A on nic... Stoi i patrzy... Musiał niebożątko „płynąć” tak przez całą godzinę, bo na krótkie przedstawienie nie warto było budować okrętu. Śliczne to było! Żadne miasto nie wpadło na taki pomysł, tylko to moje — dobre i poczciwe.
Wałęsałem się po nim przez dwa dni, choć je można obejść tam i z powrotem w ciągu godziny. Tak, ale przystawałem co krok. Dziwna to bowiem rzecz! Można objechać dookoła świat, obejrzeć cuda i


Strony: