Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

Stoją jak mur. Więc diabeł zakrzyknął:
— Już ci, królu, zrzedła mina, czarna na ciebie przyszła godzina. Niechaj śmierć się zjawi do dnia i zabierze tego zbrodnia!
Śmierć, gdy to w sieni usłyszała, wyskoczyła i po łbie Heroda. Ten drab leżał przez chwilę umarły, potem zrywał się i śpiewał: Wśród nocnej ciszy glos się rozchodzi! — To był dziwak ten Herod. Zresztą i Żyd śpiewał, i diabeł, i koza śpiewała.
Nie można było jednakże płakać z serdecznego wzruszenia, gdyż trzeba było dawać baczenie na wybornych aktorów. Anioł może nie, ale i diabeł, i ten szelma Herod, i koza dość łapczywie szukali zezowatym spojrzeniem, co by to można unieść na pamiątkę owych wzniosłych chwil. Należało zdobyć sobie ich łaski, a najlepszym do tego środkiem była gorąca wódka z miodem. I anioł pił, i koza, i Herodes–moczymorda. Honorarium w gotówce wynosiło pięć centów. Bywali tacy, co dawali więcej tym zacnym łapserdakom.
Zdarzały się jednak godne ubolewania wypadki, kiedy w ciasnym zaułku spotkały się dwa konkurencyjne zespoły. Wtedy po krótkich, tkliwych przemówieniach jeden diabeł


Strony: