Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

dlaczego dom wojskowy tetrarchy Herodesa składał się zawsze z Węgrów. Groźni jednak byli, mieli przedziwnie wyłupiaste oczy, a w ręku szable okrutne. Stawali na baczność i ni stąd, ni zowąd gromko śpiewali:
— Widzieliśmy cztery orły, co górą latały: ruski, pruski, austriacki i nasz polski biały!
Eljen, panowie! To było piękne! Huzary żydowskiego króla, a polscy patrioci! A oni znowu:
— Węgier — Polak dwa bratanki!...
Gdy skończyli, stawiali oczy w słup i sami też tkwili nieruchomo jako dwa słupy. Wąsami tylko strzygli...
Aż tu wpada Żyd, a za Żydem straszliwy zwierz, koza z otwartą paszczą. Żyd wiódł z kozą przekorny dialog, przy czym on wysoko skakał, ona kłapała paszczą, a my trzymaliśmy się za brzuchy. O Boże, jakie to było śmieszne! Śmieszniejsze nawet niż Hamlet w teatrze dla żołnierzy. Lecz nagle zamierały w nas serca, bo diabeł przyprowadzał na łańcuchu Heroda. Srogi król żałosny przedstawiał widok, chociaż odziany był dostatnio, bo nawet kalosze miał na nogach. Diabeł się z niego naigrawał i walił go kijem, a dom wojskowy Heroda, węgierskie huzary, nic na to.


Strony: