Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

policjant, co udawał, że jest groźny, i przypasany był do śmiesznej szabli.
O drogie miasteczko! Niech ci zła rzeka nigdy nie uczyni krzywdy, a pożar niech nigdy biednych nie zniszczy domków.
Skąd pierwsze gwiazdy na niebie zaświecą...

Nad takim ogromnym miastem, jak Warszawa, mało kiedy widać gwiazdy. Gasi je ciężki jego oddech, przepadają w kłębowisku dymów, co nad nim ciężko wiszą wśród mglistych, burych oparów, którymi dymi rzeka. Ponieważ Wilia powinna wedle odwiecznego obyczaju zacząć się o pierwszej gwieździe, a gwiazd nie widać, ludzie wielkiego miasta błądzą w chmurnym czasie jak zbłąkani żeglarze. Zamiast odczytywać czas na znakach niebieskich, spoglądają na sztuczne zegary. A to źle, a to bardzo źle!
Jakże inaczej, wedle mojej pamięci, odbywało się to w małym miasteczku, na które geografia zaczęła zwracać uwagę od chwili, gdy na tę mieścinę spadło nieoczekiwane szczęście moich narodzin, i o którym z rozrzewnieniem mówiłem na poprzedniej stronie. Od tego czasu burmistrz począł mianować się prezydentem. Spuśćmy jednakże na te wypadki „zasłonę miłosierdzia”.


Strony: