Kartki z kalendarza

Autor: Kornel Makuszyński

razem ze mną i razem wydostawaliśmy spod ziemi książki, a sąsiadem naszym drohobyckim był młodszy pędrak Kazimierz Wierzyński, dzisiaj już akademik literatury. Za wiele jak na spokojną i cichą miejscowość. Słusznie też i Wasylewskiego, i mnie odsyłano na naukę do szewca. Proroczym duchem owiani byli ci, co czuli, jaka nas czeka przyszłość, i widać dobrze nam życzyli... Źle jest nie słuchać starszych, lecz nam się paliło w zielonych głowach. Wymknęliśmy się obaj do Lwowa, gdyż bylibyśmy się wreszcie stali zakałą miasta. Jeden z naszych jednak źle skończył: to Wiłam Horzyca. Przecie jest współdyrektorem Teatru Narodowego. A nieraz mu mówili:
— Zabierz się, chłopcze, do uczciwej pracy!
Ma teraz za swoje.
Wielką rzewnością napełniły mnie te odwiedziny. Pozdrowiłem małe domki, małe w nich okienka, a w okienkach kwitnące fuksje. Wyszeptałem dobre słowo u bram cmentarza, na którym śpią moi nauczyciele i ksiądz kanonik, co jeden w małym mieście miał wówczas ciężkie zmartwienie, bo się martwił wszystkim i wszystkimi, i pan burmistrz, co na widok pożaru drapał się w głowę, i ten poczciwy


Strony: