Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

więcej jak... pan...
- Potwór?
- Okropny!
- Ach, to piękne, to nazbyt piękne! Niech pan czym prędzej mówi dalej...
- Niejaki pan Lopez dowiódł w bardzo modrej komedii, że nadobna dziewica mogła się serdecznie zakochać w poczwarnym człowieku, niejakim Ferrante.
- Panie, czy to możliwe?
- W każdym razie prawdopodobne. Ale to jeszcze nie koniec! Opisując romans swojego potwora z księżniczką, Wiktor Hugo wylicza głośne wypadki takich dziwacznych miłości. Są to wprawdzie legendy, ale mądre legendy, mające głęboki w sobie sens. A o cóż panu idzie? Nie o prawdę, ale o jej cień, o prawdopodobieństwo. Jest to ponura poezja, ale jednak poezja...
- Niech pan mówi, niech pan mówi!
- Jeśli sobie dobrze przypominam, to w czasach dość odległych zakochała się na śmierć boska Amfitryta. Jak pan myśli, kogo miłowała boska Amfitryta? Czy boga, czy śpiewaka, czy lutnistę? Akuratnie! Boska Amfitryta miłowała Cyklopa, straszliwego dryblasa, pachnącego kozią stajnią, chama z jednym okiem na czole, głupowatego potwora.
- Ależ to jest cudowne! Powiada pan, że miał tylko jedno oko. Uściskałbym tego kochanka! Ach, jak piękna musiała być jego miłość...
- Być może, ale wątpię; ten drab, łypiąc jedynym krwawym okiem, bijał pewnie swoją boską kochankę, co wedle najstarszego przepisu na miłość, bardzo ją pomnaża... Najlepszy wybór uczyniła śliczna czarodziejka Urgela...
- Piękne imię!
- Imię piękne, ale baba była głupia. Mogła się kochać w najbardziej tęczowym duchu, w najpiękniejszym młodzieńcu, zamienionym przez nią w hiacynt, a kochała...
- Kogo? kogo?
- Nieskończenie potwornego łapserdaka, niejakiego


Strony: