Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

wystarczyć do wprowadzenia w stan błogosławiony najczystszej dziewicy, która nigdy nie zaznała męża.
Piękna jego towarzyszka przymknęła oczy i słuchała tych słów z niewysłowioną lubością. Czasem tylko spojrzała na Dorna przeciągle i jakby chcąc ugasić pragnienie pożądania, zalewała je strugą szampana, wlewanego w gardło zachłannie i jakby rozpaczliwie.
Dorn oszalał. Wieczysty erotoman, przysiągł jej miłość na długą śmierć i na krótkie życie.
- Chcesz mnie? - pyta z niepokojem.
- Czekałam na ciebie - odpowiedział mu głos niski i drżący - wiedziałam, że przyjdziesz.
- Kochanko moja!
- Luby mój, jestem twoja... Będę twoja... Każ podać wina!
Było już tak późno, że ich wyproszono z lokalu.
- Pójdziesz do mnie - rzekł głos niski. Oprzyj się o mnie, bo się chwiejesz. Ach, mój mały, drogi Polaku! Kocham cię... Daj mi portfel, ja zapłacę, bo ciebie tu oszukają.
- Weź moje życie! - rzekł Dorn. dając jej portfel.
Kiedy wyszli na powietrze, ona ujęła Dorna silnie pod rękę i prowadziła go, jak dziecko, co się do niej tuliło nieporadnie. Szli przez kręte ulice, bo dzielnica była stara i niezbyt pierwszorzędna. Dornowi się zdawało, że to on ją prowadzi, a jego niosą skrzydła, bo jest szczęśliwy. Chciał śpiewać, chciał coś robić, co by ogłosiło całemu światu jego miłość. Ale cały świat spał. więc nie było się po co wysilać.
Widocznie jednak nie wszyscy spali, bo zza węgła wysunęły się dwie figury, wiadomo zaś, że w nocy, w zaułku i zza węgła nie wychodzą nigdy mili staruszkowie, ani księża łagodni, ani wytworne damy. Toteż te dwie figury zachowały się wcale arogancko. Jedna trąciła


Strony: