Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

łaski, padnę panu do nóg i będę błagał, aby pan do mnie sprowadził miłość.
Ziemia zatrzymała się w swoim biegu i w nagłym obłędzie zaczęła wirować w przeciwną stronę.
- Co takiego? Czy ja mam wystarać się o kochankę dla pana? Czy pan zmysły postradał?
- Nic podobnego! Ja pana w swoim czasie poproszę o takie słowo, którym zaklina się miłość.
- Jak to, o jakie słowo?
- O takie, których pan zna bez liku, a ja nie znam ani jednego.
- Nic nie rozumiem.
- Bo na to przyjdzie czas. Teraz idzie mi o to, aby pan powiedział mi jasno: czy ja mam żyć, czy umrzeć?
- Niech pan żyje... - rzekłem niepewnie.
- Gdyby z takim zapałem, jak pan w tej chwili, wołano „niech żyje!” uwielbianym osobom, uwielbiane osoby powinny z miejsca zamówić trumny.
- Przepraszam pana, ale sytuacja jest tak wyjątkowa... Wiele ludzi o wiele prosiło mnie rzeczy, ale nigdy jeszcze ani o życie, ani o miłość... Czego pan chce, u licha! Chce pan, aby panu powiedzieć, czy znajdzie się ktoś, co spojrzy na pana i nie zemdleje, lecz przeciwnie, zakocha się w panu?
- Właśnie, właśnie! - krzyknął ten człowiek na odmianę w stronę biurka.
- Na to mogę panu odpowiedzieć, że wszystko jest możliwe na tym świecie; w tej sprawie już mądrość naszego ludu przygotowała dla pana małą pociechę.
- A mianowicie?
- Nie obrazi się pan?
- Ja już od godziny obrażam pana widokiem mojej twarzy, a pan nie ma nic przeciwko temu, dlaczegóż więc ja miałbym się obrażać? Cóż mówi mądrość ludu?
- „Każda potwora znajdzie swego amatora...”
Mój gość zastanawiał się, potem wydał z siebie głos przestraszonej żaby:
-


Strony: