Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

takiego jak ja potwora?
Chciałem zakrzyknąć:
- Powieś się pan od razu, byle nie u mnie!
Spostrzegłem w tej chwili, że mój straszliwy gość utkwił uporczywe spojrzenie w szafie, z czego za pomocą szybkich obliczeń doszedłem niezbicie, że patrzy wprost w moje oczy. Dreszcz przebiegł po mnie. Jeśli temu nieszczęsnemu odmieńcowi powiem, że miłość jest ślepa jedynie w przypowiastkach, zwykle zaś patrzy bystrzej, zanim kiedyś, później, oślepnie lub zmruży oczy - to się odmieniec wyprawi na tamten świat; jeśli uczynię odwrotnie, obudzę w biedaku jakieś obłąkane nadzieje i do jego przeraźliwych nieszczęść dodam ostre szaleństwo. Po jakiego licha właśnie mnie to musiało spotkać, abym pocieszał zezowatego garbusa z zajęczą wargą i obiecywał mu miłość?
Musiałem mieć kiepską minę i cichą w spojrzeniu rozpacz, gdyż mój okropny gość powstał.
- Dziękuję panu - zaskrzypiał, ale smutno. - Ja już odchodzę.
- Dokąd?
- Prawdę powiedziawszy, do diabła.
- Czekaj pan!
- Na co?
- Nie mogę panu odpowiedzieć od razu.
Sprawa jest ciężka, a nie chcę być lekkomyślnym. O co panu tedy idzie?
Gość usiadł z powrotem, a spojrzawszy z wdzięcznością na piec, rzekł do mnie:
- Pan jest zacnym człowiekiem...
- Mniejsza o to!
- Bynajmniej. Teraz widzę, że pan mnie pocieszy. Jeśli pan zdoła tego dokonać, ocali pan jedno życie, nie powiem „ludzkie życie”, bo zbyt mało przypominam człowieka, ale każde życie jest coś warte. Ostryga też żyje. Ja wiem, że jest to porównanie zuchwałe na moją korzyść, a z wielką krzywdą ostrygi, ale niech mi pan przebaczy. Otóż jeżeli będę żył z pańskiej


Strony: