Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

pierwszy w zwierciadle, dostałem ataku furii i stłukłem zwierciadło, które najpierw obraziłem swoim wizerunkiem, a zamordowałem z głupoty. Z czasem przywykłem do swojej osoby, ale już nigdy nie przeglądałem się w lustrze. Mało mi to jednak pomogło, gdyż każdy spotkany człowiek zastępował mi je nieodmiennie; z przerażenia w ludzkich oczach widziałem, że się nie zmieniłem na korzyść. Życie moje stało się straszne i ciężkie. Ulicznicy gwiżdżą na mój widok, dozorca odwraca się, wręczając mi gazetę, w lokalach publicznych podają mi niechętnie i impertynencko, w teatrze jest zawsze obok mnie puste miejsce, bo przypadkowy sąsiad żąda w kasie zmiany biletu.
- Ależ to straszne!
- Przywykłem, przywykłem... Wszystko jednak ma swój kres... Ja już dłużej tak żyć nie mogę. Żyję i wcale nie żyję; jestem, ale tak przeraźliwy, że mnie nie ma, bo dookoła mnie jest pustka. Wczoraj zaś...
- Co się stało wczoraj?
- Okropna rzecz się stała... Na mój widok zemdlała kobieta, która była w odmiennym stanie.
- Och!
- Tłum się zebrał i chciano mnie zabić za to, że jestem taki potworny.
- To przecież nie pańska wina.
- Byłbym mniej więcej to samo powiedział tym ludziom, co mnie chcieli z największą słusznością wyprawić z tej pięknej ziemi, ale łatwiej było uciec, niż wygłaszać mowę.
- I to pana tak wzruszyło?
- To też, ale inna sprawa wzruszyła mnie więcej. Rozmyślałem nad tym przez całą noc, a o świcie postanowiłem się powiesić.
- Powiesić?!
- Człowiek z moją twarzą nie może być wybredny w wyborze śmierci. Czy pan może sobie wyobrazić panikę na tamtym świecie, gdybym ja się tam zjawił? Nawet w


Strony: