Dziewięć kochanek kawalera Dorna
Autor: Kornel Makuszyński
książki... Och, jaki pan mądry, jaki mądry... Żeby mnie tylko w piekle przyjęli!... Bo już nie wytrzymam dłużej...
Chwycił moją rękę i tak umarł, mądrze i dobrotliwie uśmiechnięty.
Musiał umrzeć naprawdę, bo w powietrzu zrobił się nagły rwetes, jakby wiatr płakał.
A to diabli - jego bracia - płakali, widząc co się z nim stało i jak straszne męki wycierpiał diabeł, który w Polsce książki pisał.
Więc go przyjęli miłosiernie i z wielką miłością.
Koniec
Adonis
Przyszedł raz do mnie człowiek - nie! to nie był człowiek... Służąca, która otworzyła mu drzwi, uciekła z krzykiem. Niski, gruby poczwarnie śmieszny, ale taki, co się może przyśnić; w oczach miał ostrego zeza, miał zajęczą wargę, szczecinowate włosy, a usta takie, że wśród zachwyconego wycia zostałby królem najstraszliwszego plemienia ludożerców, gdyby go ci przyjemni ludzie mogli ujrzeć. Miał lekki garb z przodu, za to znacznie większy z tyłu, długie, bujające się ręce orangutana, a nogi wygięte w kabłąk. Kiedy na przywitanie próbował się uśmiechnąć, ukazały się zęby, o których, szanując nerwy czytelnika, powiemy krótko, że były to zęby nieszczęsne.
„Otwórzcie otwór, niech wejdzie potwór!” - zagadałem do siebie zawołaniem z Makbeta, nie mogąc uciec śladem mojej służącej; on zaś nie tylko wszedł, ale usiadł skromnie. Przyszło mi na myśl, że może w mieście jest menażeria albo gabinet osobliwości, a ten stwór, uciekłszy stamtąd, trafił do mnie. Może mnie chce zamordować, jak małpa z opowieści Poego? Z pozoru wyda! mi się łagodny i chociaż nie mogłem być pewny, czy ostrym swoim zezem patrzy na mnie, czy na piec, mogłem
Chwycił moją rękę i tak umarł, mądrze i dobrotliwie uśmiechnięty.
Musiał umrzeć naprawdę, bo w powietrzu zrobił się nagły rwetes, jakby wiatr płakał.
A to diabli - jego bracia - płakali, widząc co się z nim stało i jak straszne męki wycierpiał diabeł, który w Polsce książki pisał.
Więc go przyjęli miłosiernie i z wielką miłością.
Koniec
Adonis
Przyszedł raz do mnie człowiek - nie! to nie był człowiek... Służąca, która otworzyła mu drzwi, uciekła z krzykiem. Niski, gruby poczwarnie śmieszny, ale taki, co się może przyśnić; w oczach miał ostrego zeza, miał zajęczą wargę, szczecinowate włosy, a usta takie, że wśród zachwyconego wycia zostałby królem najstraszliwszego plemienia ludożerców, gdyby go ci przyjemni ludzie mogli ujrzeć. Miał lekki garb z przodu, za to znacznie większy z tyłu, długie, bujające się ręce orangutana, a nogi wygięte w kabłąk. Kiedy na przywitanie próbował się uśmiechnąć, ukazały się zęby, o których, szanując nerwy czytelnika, powiemy krótko, że były to zęby nieszczęsne.
„Otwórzcie otwór, niech wejdzie potwór!” - zagadałem do siebie zawołaniem z Makbeta, nie mogąc uciec śladem mojej służącej; on zaś nie tylko wszedł, ale usiadł skromnie. Przyszło mi na myśl, że może w mieście jest menażeria albo gabinet osobliwości, a ten stwór, uciekłszy stamtąd, trafił do mnie. Może mnie chce zamordować, jak małpa z opowieści Poego? Z pozoru wyda! mi się łagodny i chociaż nie mogłem być pewny, czy ostrym swoim zezem patrzy na mnie, czy na piec, mogłem
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221
- 222
- 223
- 224
- 225
- 226
- 227
- 228
- 229
- 230
- 231
- 232
- 233
- 234
- 235
- 236
- 237
- 238
- 239
- 240
- 241
- 242
- 243
- 244
- 245
- 246
- 247
- 248
- 249
- 250
- 251
- 252
- 253
- 254
- 255