Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

Zaczął żyć z literatury. Cofnąłem mu wszystkie apanaże. W tym miejscu historia zaczyna być zajmująca: odmówiono mu talentu, zarzucono zbytnie pretensje, napuszoną mądrość, zbyt jadowity dowcip i powiedziano, że zbyt bezczelnie naśladuje Shawa. To wszystko powiedziano - mądremu diabłu, bo był - o, głupi! - Polakiem i pisał po polsku. Powieść jego odesłano do diabła. Pyszny poemat pt. „Piekło” uznano za bzdurę „fałszywie demoniczną”.
Obudziła się w nim pycha wspaniała, diabeł cierpiał. Spotykały go zniewagi dotkliwe i jadowite; wywlekano z niego wnętrzności, napawano rozpaczą. Odżywione przeze mnie diablisko chudło w oczach; posiwiał i postarzał. W jednym piśmie napisano mu, że człowiek, który zostawia ukochaną żonę na bruku, jest rzezimieszkiem nie poetą.
I oto diabeł, który połykał cyjankali jak aspirynę, nie mógł przełknąć tego, co o nim pisano. Męczył się i cierpiał. Jego diabelską szlachetność doprowadzono do spazmów.
Nikt wkrótce nie chciał wydawać jego głupich książek. Przyszedł prosić o pożyczkę - odmówiłem.
Kiedy go odwiedziłem, (mieszkał na strychu, mimo głośnego nazwiska) - - leżał w łóżku, załamany i zbolały. Triumf pierwszych powodzeń był zbyt wielki, aby rozczarowanie nie miało być straszne.
Jednej nocy przysłał po mnie.
Był to szkielet, wychudzony głodem, odarty z mięsa przez rozpacz. Dokoła leżały stosy rękopisów.
Uśmiechnął się do mnie dobrym uśmiechem.
- Dziękuję panu! - rzekł cicho. - Rozumiem teraz, jak mądrze pan pokierował całą sprawę. Ja dziś umrę... Z głodu... Że też ja, stary diabeł, nie wpadłem na to dawno, że aby umrzeć, trzeba tylko zacząć pisać


Strony: