Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

zrozumieć. Gdyby się pan powiesił, ja bym jednak pana samego nie zostawił... Niech się pan nie gniewa...
- Strach...
- Rozumiem, rozumiem i nie mówmy o tym. To drobiazg wobec tego, że mi się znowu nie udało. Wisiałem parę godzin, nadaremnie. Panie, ja jestem bardzo nieszczęśliwy...
Poczułem w duszy wielkie wzruszenie. Tak, to jest najnieszczęśliwszy człowiek na świecie. Z mojego wzruszenia wyskoczyła nagle myśl genialna.
- Panie kochany! - krzyknąłem. - Ma pan czas?
- Sto, dwieście milionów lat...
- Za pół godziny wyjeżdżam do stolicy, jedź pan ze mną!
- Moje nieszczęście jest wszędzie to samo. Po co?
- Czy ja wiem? W wielkim mieście zawsze łatwiej o śmierć...
- Jadę! - krzyknął dyrektor.
- A pańska żona?
- Na prowincji łatwiej o męża.
W ten sposób stał się miły, stary diabeł moim towarzyszem. Miałem do niego niepojętą słabość, lubiłem bardzo tego kulawego, mądrego biedaka. Polubili go zresztą wszyscy moi przyjaciele za uczynność, dowcip i gorzki, ale łagodny humor.
Próbował parę razy samobójstwa „wielkomiejskiego”: rzucał się z wysokości najwyższego piętra najwyższej kamienicy i tylko psa przestraszył, który uciekł, przerażony, nie umiejąc sobie zdać sprawy, skąd spadł ten człowiek, który się podniósł natychmiast, zaklął i poszedł dalej.
Miałem swoje, dobroczynne plany. Postępowałem ostrożnie, chytrze i celowo. Byłoby nudnym opowiadanie, jakimi drogami doszedłem do tego, że miły ten diabeł, wlazłszy między wrony literackie, zaczął krakać jak i one. Mój diabeł został po roku - autorem dramatycznym. Talent miał, oczywista, diabelski. Napisał świetną sztukę.


Strony: