Dziewięć kochanek kawalera Dorna
Autor: Kornel Makuszyński
- nie dlatego, abym panu nie wierzył... tylko dlatego, że jest to sprawa zdumiewająca...
- Warto zobaczyć, czy tak?
- Otóż właśnie!
- Cóż pan chce, abym czynił? Ma pan rewolwer?
- Niestety...
- Truciznę?
- Prócz tej, którą pijemy, nie mam.
- Czekaj pan! Jest tu solidny hak na ścianie, a sznurek się znajdzie. Powieszę się dla pańskiej przyjemności... Widzę, że jest jeszcze butelka koniaku, niech pan pozwoli, abym czego dobrego nie zostawił na świecie...
Wpadłem w gorączkowy stan podniecenia. Ten człowiek mówił poważnie. Pił długo, potem powiada:
- Niech pan westchnie, aby mnie wreszcie diabli wzięli!...
- Jeśli to panu ma zrobić przyjemność... Co pan robi, czyś pan oszalał?
- Wieszam się!
- Ja nie pozwolę!
- Panie kochany! Jestem jako tako pijany, ale wiem, co robię. Niech pan sobie pali papierosa i patrzy. Jeśli panu będzie nudno samemu, to mnie pan zdejmie, jeśli pan zechce odejść, niech pan odejdzie. Rano żona mnie zdejmie, a ja przyjdę pana odwiedzić przed wyjazdem. Dobranoc, tymczasem.
Stałem jak sparaliżowany, patrząc, jak ten szaleniec przywiązywał sznur do haka, wylazł na krzesło, w pętlicę sznura włożył głowę, zacisnął sznur, potem nogą kopnął krzesło. Nie miałem siły, aby krzyknąć. Miałem wrażenie, że sznur ścisnął moje gardło. Co ja uczyniłem, co ja uczyniłem!
Ten biedak wyprężył się, głowę skłonił na lewo, najformalniejszy wisielec. Z ust nie schodził mu drwiący śmiech. Oczy miał zamknięte. Nie wydał żadnego głosu. Wisiał spokojnie, bo musiał już umrzeć.
Strach mnie obleciał tak lodowaty, że zadrżałem, jakbym wpadł w wodę. Czułem, jak
- Warto zobaczyć, czy tak?
- Otóż właśnie!
- Cóż pan chce, abym czynił? Ma pan rewolwer?
- Niestety...
- Truciznę?
- Prócz tej, którą pijemy, nie mam.
- Czekaj pan! Jest tu solidny hak na ścianie, a sznurek się znajdzie. Powieszę się dla pańskiej przyjemności... Widzę, że jest jeszcze butelka koniaku, niech pan pozwoli, abym czego dobrego nie zostawił na świecie...
Wpadłem w gorączkowy stan podniecenia. Ten człowiek mówił poważnie. Pił długo, potem powiada:
- Niech pan westchnie, aby mnie wreszcie diabli wzięli!...
- Jeśli to panu ma zrobić przyjemność... Co pan robi, czyś pan oszalał?
- Wieszam się!
- Ja nie pozwolę!
- Panie kochany! Jestem jako tako pijany, ale wiem, co robię. Niech pan sobie pali papierosa i patrzy. Jeśli panu będzie nudno samemu, to mnie pan zdejmie, jeśli pan zechce odejść, niech pan odejdzie. Rano żona mnie zdejmie, a ja przyjdę pana odwiedzić przed wyjazdem. Dobranoc, tymczasem.
Stałem jak sparaliżowany, patrząc, jak ten szaleniec przywiązywał sznur do haka, wylazł na krzesło, w pętlicę sznura włożył głowę, zacisnął sznur, potem nogą kopnął krzesło. Nie miałem siły, aby krzyknąć. Miałem wrażenie, że sznur ścisnął moje gardło. Co ja uczyniłem, co ja uczyniłem!
Ten biedak wyprężył się, głowę skłonił na lewo, najformalniejszy wisielec. Z ust nie schodził mu drwiący śmiech. Oczy miał zamknięte. Nie wydał żadnego głosu. Wisiał spokojnie, bo musiał już umrzeć.
Strach mnie obleciał tak lodowaty, że zadrżałem, jakbym wpadł w wodę. Czułem, jak
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221
- 222
- 223
- 224
- 225
- 226
- 227
- 228
- 229
- 230
- 231
- 232
- 233
- 234
- 235
- 236
- 237
- 238
- 239
- 240
- 241
- 242
- 243
- 244
- 245
- 246
- 247
- 248
- 249
- 250
- 251
- 252
- 253
- 254
- 255