Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

uciec jak z więzienia.
- Próbował pan umrzeć?
- Rzecz prosta! Myślałem wciąż, wciąż miałem nadzieję, że już jestem ułaskawiony, lub że mnie przyjmą, kiedy się u nich zjawię. Strzelałem do siebie, kula przeszła przez serce i stłukła szybę. Topiłem się, zanurzając głowę na całe godziny pod wodą i było mi tylko bardzo nudno, bo żyłem wciąż. Mój związek z tą babą nie był też tak bardzo bezmyślny; chciałem wzruszyć piekło moją męczarnią i pohańbieniem i miałem pewne widoki, że czego nie zdziała najbardziej niezawodny środek na sprowadzenie śmierci, to jednak zdziałać potrafi kobieta.
- Rozumowaniu temu niepodobna odmówić głębokiej bystrości...
- Widzi pan! Jadłem cyjankali jak cukierki; kładłem się na relsach kolejowych i tylko wykolejałem pociągi. Stąd mój smutek i moja melancholia. Chciałem się w rozpaczy odurzyć, chciałem zapaść w coś, co jest choćby półśmiercią, w szaleństwo i przeczytałem wszystko, coście w ostatnich czasach napisali...
- I nic?
- Jak pan widzi... Nic!
- Nie było mowy o wieszaniu...
- Ależ panie! Ze dwadzieścia razy, nawet wspominać nie warto. Wisiałem godzinami, potem mnie zdjęli!...
- Panie?!...
- Służę panu...
- Czy pan mnie uważa za idiotę, czy tylko za człowieka pijanego?
- Pijany jest pan w stopniu przyzwoitym, a inteligencja pańska mnie zdumiewa. Nie ośmieliłbym się zresztą kpić z człowieka, z którym piję wino. To łączy ściślej, niż cokolwiek.
- I pan mówi prawdę?
- Powiedziałem panu przecie, że nic prócz ciała nie ma we mnie ludzkiego.
Przetarłem oczy i straszliwa myśl przyszła mi do głowy.
- Drogi panie - rzekłem


Strony: