Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

Nie przypuszcza, że jestem diabłem, gdyż w takim razie miałaby dla mnie trochę więcej szacunku albo czułaby przede mną trwogę.
- Nic z tego nie czuje?
- Jeżeli uporczywe uderzanie przedmiotem przyzwoicie ciężkim po głowie jest dowodem szacunku, w takim razie jestem najbardziej szanowanym mężem.
- Po cóż pan to cierpi?
- Jestem człowiekiem, panie. Diabeł się we mnie buntuje, a człowiek pokorny cierpi. Zresztą romantyczny żywot wedle ludzkich pojęć, ta osobliwa miłość, której mi ta kobieta daje dowody, miłość nieco chmurna, nieco zbyt gwałtowna i bolesna, jest moją jedyną rozrywką. Poniewierany jak człowiek, zapominam, że jestem wolnym diabłem. Cierpienie moje jest mniejsze, tęsknota moja pozwala się zagłuszyć wrzaskiem tej baby.
- Nadzwyczajne! Pan tak tęskni?
- O, tak! Jest mi tak strasznie źle, że nie śmiem panu tego powiedzieć. Nie mogę żyć w zaduchu i w bagnie, wśród złodziei i opryszków, wśród małych świństw i małych, mizernych łajdactw. Chcę umrzeć!
- Któż panu przeszkadza? Czy tak trudno o śmierć?
Biedny diabeł spojrzał smutno.
- Bez wątpienia! Łatwo, panu łatwo, wszystkim łatwo, tylko mnie trudno.
- Boi się pan?
- Co też pan, u licha, wygaduje! Ja pragnę śmierci, tak jak pan zapewne pragnie życia, bo inaczej jak przez bramę śmierci, nie mogę wrócić tam, dokąd pragnę wrócić z całej duszy, do swoich.
- Ale pana tam nie chcą...
- Zaczyna pan rozumieć sytuację. Tak, nie chcą mnie tam i nie pozwalają mi umrzeć. Kiedyś wreszcie to nastąpi, bo diabeł nie jest człowiekiem, więc nie jest zawzięty do nieskończoności, kiedyś się bracia moi ulitują nade mną i pozwolą mi stąd


Strony: