Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

życiu: nie mam dokumentów. Jak pan to łatwo rozumie, nie jestem ochrzczony, więc nie mam metryki. Na świecie znalazłem się w gotowej postaci, w tej w jakiej mnie pan ogląda, więc nie mam żadnego osobistego dowodu.
Uśmiechnąłem się, ale nic już nie powiedziałem. Diabeł zauważył mój uśmiech i odpowiedział na jego treść.
- Sfałszować? Nic łatwiejszego, ale, jak już panu powiedziałem, mam wstręt do oszustwa. Można żyć i bez dokumentów, a rzecz prosta, że łatwiej się uda w małym mieście, gdzie na to mało zwracają uwagi, niż w wielkim, gdzie ludzie wszystkiego są ciekawi...
- W jakiż sposób - przerwałem - nie mając metryki, mógł się pan ożenić? Ślub zresztą bierze się zazwyczaj w kościele...
- Panie! Łatwiej o żonę niż o dokumenty. Toteż uroczystej ceremonii mojego ślubu nie tylko nikt nie uwiecznił w aktach, ale też nikt jej nie oglądał. Moja żona spadła mi, rzec można, z nieba... A ponieważ trudno było żądać od niebios, żeby mnie obrzucały z góry błogosławieństwem i szczęściem, toteż spadło mi z góry najsroższe z nieszczęść.
- Ach, a takie dzikie stadło nie jest oszustwem?
- Bynajmniej! Jest to uczciwy interes, tylko że bez zwyczajowej aprobaty. Czasem to właśnie ślub jest ohydnym oszustwem, bo przy ślubie składa się przysięgę, o której wie się z góry, że się jej nie dotrzyma. Zresztą w sprawach miłości, tam gdzie ona sprzęga dwoje ludzi, nie ma nigdy oszustwa. Ludzie, a ja jestem człowiekiem, nigdy nie oszukują się, kiedy się schodzą, zaczynają to robić dopiero, kiedy się zeszli.
- Pan kochał swoją - żonę?
- Jestem w głębi serca sentymentalny...
- A czy ona wie, kim pan jest?
- Nie.


Strony: