Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

wielkiego życia. Tu wegetuję, zacisnąwszy zęby. Tu zresztą przedtem byt teren mojego działania, znam kraj i ludzi. Ryzykować nie chcę, zresztą zżarta mnie tęsknota za piekłem. Dość już i tu miałem przejść.
- To pan nie od początku w takiej poniewierce?
- Nie. Próbowałem rozmaitych zawodów. Z tym była pewna trudność, bo jak pan widzi, ta moja nieszczęsna noga bardzo mi przeszkadza; z taką nogą nie mogę być listonoszem, posłańcem, aktorem, śpiewakiem, cyklistą, żołnierzem, nie mogę być nauczycielem tańca - wiele zawodów jest dla mnie zamkniętych. Pracowałem więc na sto innych sposobów i zarobiłem trochę grosza.
- To doskonale!
- Niestety! Przystąpiłem do spółki z jednym człowiekiem i człowiek mnie okradł. Grałem potem na giełdzie i poszedłem z kwitkiem. Jestem zrujnowany i ot, jak teraz pracuję. Płakać mi się chce, ile razy wyłażę na tę estradę.
- Przepraszam pana! Pozwolę sobie, ale niech się pan nie gniewa...
- Niech pan mówi...
- Otóż z pańskim sprytem, z pańską fenomenalną zręcznością, z pańską diabelską umiejętnością znikania, mógłby pan...
- Co? śmiało! śmiało!
- Mógłby pan zrobić majątek, jaki by się panu podobało!
- W jaki sposób?
- W jaki? No!... W najprostszy... Pierwszy lepszy bank... Rozumie pan... Pierwsza z brzegu kasa... Pierwszy w ulicy
jubiler...
- Co takiego?
- Niech się pan nie gniewa, ale to przecież takie proste...
- Nie, panie! To nie jest proste. Nie gniewam się, bo to mówi człowiek. Człowiek nie wyobraża sobie, żeby nie można było i że nie należałoby skorzystać z pewnych zalet diabelskich. Ale, widzi pan, diabeł nie kradnie, choć


Strony: