Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

Niech pan pójdzie i zobaczy teraz...
- Pozwoli pan, że nie pójdę - wierzę na słowo.
- Ach, tak się to tylko mówi. Pan ma jeszcze czas. Ale powiem panu rzecz dziwniejszą. Oto rarytasem w piekle był polski szewc.
- Nie może być!
- Tak jednak było. Był to naród twardy, uczciwy, pobożny i dzielny. Łatwiej było o kardynała w piekle, niż o takiego szewca.
- A dziś?
- Może pan z szewców w piekle wystawić armię. Strach, co się robi z tymi ludźmi. Za szewcami przyszli krawcy, za krawcami inni. Więc cóż ma do roboty diabeł? Nic. Chyba utrzymywać porządek u wejścia, aby się hołota zbytnio nie pchała. Nigdy piekło nie wyglądało hołotniej, niż teraz. Toteż połowę diabłów niższej kategorii diabli wzięli, to jest, chciałem powiedzieć - zwolniono i rzucono na bruk. Na bruk, to znaczy, przeniesiono nas na ziemię, gdzie jest płacz i zgrzytanie zębów. W ten sposób i ja się tu dostałem, i płaczę.
- Tak panu źle?
- Źle? Panie, ja jestem najnieszczęśliwszą istotą na ziemi.
- No, no, no!
- Nie wierzy pan? Przecie pan widzi, czym jestem i gdzie jestem! W parszywym, zabłoconym mieście i pokazuję sztuki w kabarecie.
- Widzę, ale nie rozumiem. Z pańskimi sztukami i pańską inteligencją może pan żyć jak książę w Paryżu.
- Nie, panie, nie mogę. Moje głupie szarlataństwa są dobre dla tej hołoty, trudniejsze rzeczy też tylko dla niej. W Paryżu zbytnio by się mną zainteresowano, co byłoby dla mnie niezbyt bezpieczne. Zresztą siedzą tam diabły całym tłumem, wszystko gnało do wielkich miast. Kilku znalazło miejsce w dyplomacji, wielu otworzyło knajpy i domy gry. Ja jestem skromny i nie jestem dość przygotowany do


Strony: