Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

zdziwienia wzrokiem patrzył na tę dziwną kobietę, która ma własne włosy, spotkał się z jakimiś oczyma, patrzącymi w niego ciekawie i ogniście. Młody człowiek drgnął. Oczy były piękne; patrzyły, rzec można, z siłą sugestywną, niemal natarczywie. Dorn się spłonił i mimo woli pochylił głowę, co zostało przywitane z uśmiechem z tamtej strony. Dorn spojrzał błagalnie, tamta strona odpowiedziała oczyma, że towarzystwo jego nie byłoby jej niemiłe, wobec czego Dorn lękliwie, ostrożnie i z niesłychanym szacunkiem, który w knajpie znalazł jawne zastosowanie po raz pierwszy od czasu jej istnienia, zbliżył się do stolika tej pięknej nieznajomej. Nieznajoma bowiem była piękna. Namalowana, jak wszystkie w tym lokalu panienki, miała w spojrzeniu nadzwyczajny wdzięk, który łagodził energiczne i śmiałe zacięcie ust; zęby nieco za duże, włosy - nie! na włosy Dorn nie patrzył - za to piersi tak idealnie foremne, jakich nie widział jeszcze w życiu. W niemowlęctwie bowiem człowiek widuje piersi zawsze w niepochlebnym stanie, traktując je zresztą, jako organ użytkowy, przeoczyć zwykł piękno ich formy. W wieku późniejszym zwraca się na nie nieco więcej uwagi. Dorn w tej chwili całą swoją uwagę na nie zwrócił i powiedział sobie w duszy, że grecki mistrz kształtniej by nie zrobił. Musiały być twarde i sprężyste, tak ostro i tak dokładnie rysowały się przez jedwabną bluzkę.
Poznanie było dość gładkie. Uśmiech tej kobiety był tak pełen wdzięku, że Dorn się zachwycił. Piękność jest zwodnicza, wdzięk nigdy nie kłamie. Szampan dokonał reszty. Kobieta mówiła niskim głosem altowym, takim głosem, za którym przepada każdy mężczyzna. Wiolonczela jest najmilszym instrumentem,


Strony: