Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

diabła jak psa. Proszę, niech pan raczy zadawać mi pytania.
- Skąd się pan tu wziął? Dlaczego tu i dlaczego w tej postaci? Przecież pan, istota potężna...
- Potężna? Och, młody, miły panie! Jakież fałszywe informacje! Co pan nazywa potęgą? To, że potrafię oczy zrobić na zielono? Albo, że piję wódkę z ogniem? Pierwszy lepszy uczciwie fachowy pijaczyna zrobi to samo. Umiem wprawdzie wiele sztuk w podobnym rodzaju, znacznie efektowniejszych, ale i na tym koniec. To są środki, drogi panie, mniej lub więcej zręczne, mniej lub więcej dowcipne sposoby...
- Do czego?
- Do utrzymania dobrego imienia firmy. Piekło jest w stanie bankructwa. Człowiek zaczyna być mądrzejszy, sprytniejszy i zręczniejszy od diabła.
- Niemożliwe!
- Niestety, ale możliwe. Tę garstkę pozornych tajemnic, których diabeł używał, aby sobie zapewnić poszanowanie i jaką taką pozycję w świecie, człowiek odgadnął już prawie zupełnie. Żaden patent nas nie chroni, drogi panie! A niech pan pomyśli, jak się piekło musiało wysilać, aby swoje sztuczki otoczyć nimbem cudowności, grozy, albo straszliwości. Trzeba było awantur z Łysą Górą, z miotłą, z czarownicami, z kozłem, z mopsem, z dwunastą godziną, z namaszczaniem się zaczarowanymi maściami, z wylatywaniem przez komin. A skutek? Skutek był taki, że jaka łaciata, stara krowa w jakiejś wsi przestała dawać mleko i trzeba było spławić czarownicę. Hajże wtedy na diabła! Czy to się panu wszystko nie wydaje dziś śmieszne? Czarownice! Każda aktorka starczy za wszystkie spalone czarownice.
- Niestety...
- Albo z tym lataniem, drogi panie. Diabeł latał na rozpostartej płachcie, latał niezręcznie, niewygodnie i w dość


Strony: