Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

uspokajało się powoli widząc, że mu się żadna krzywda nie dzieje. Miałem wrażenie, że ktoś mówi do mnie z oddali, jakby przez tubę.
A on mówił:
- To są skutki straszenia dzieci diabłem. I niech mi pan powie, co we mnie jest strasznego? Taki sam jestem jak inni, trochę tylko brzydszy...
- Oczy!... - powiedziało coś we mnie, ale nie ja.
- Oczy?... Trochę mi zabłysły. A u ludzi nie widział pan błyszczących albo zielonych oczu?
- Noga... - powiedziało znów coś we mnie, bez mojego wyraźnego współudziału.
- Noga? No, cóż? Trochę nieforemna.- Trudno, drogi panie, kopyto. Wolę jednak moje diable kopyto, niż niektóre ludzkie nogi. Wie pan, co to jest podolska stopa? Otóż ja wolę moje kopyto. W każdym razie jest ono raczej końskie niż ośle, które się dzisiaj zdarza u ludzi. I cóż nadzwyczajnego w mojej nodze?
- Pan pił ogień!... - rzekłem konającym głosem.
- Gdyby pan to mógł znieść, piłby pan także w ten sam sposób. Pozwoli pan, ale nawet diabeł nie może znieść wyrobionego z kartofli przez ludzi paskudztwa w jego niezmienionej postaci. Wolę już w ognistej formie. No! no! Spokojnie, spokojnie... Nie taki diabeł straszny. Prawda?
- Prawda...
- I już się pan nie boi?
- Coraz mniej...
- Więc bez trwogi i jasno patrząc na rzeczy, widzi pan teraz, jak brzydkich sposobów od wieków używa konkurencja do pohańbienia diabła. A czarny, a ma rogi, a wściekły, a z gęby bucha mu płomień, a czyha na duszę ludzką... Panie! Ja w życiu moim nie zrobiłem nikomu nic złego. Cóż ja zresztą mogę, biedny, niezłośliwy diabeł wobec człowieka? Za to ile diabeł potrafi wycierpieć od człowieka, tego nikt by nie zliczył...


Strony: