Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

twarz stała się szara, a ze szklanki buchnął płomień siny i jadowity. Dyrektor pić go począł z lubością i wypił do dna.
Porwałem się z krzesła. Głowa moja zmieniła się nagłe w szczotkę do czyszczenia ubrania, tak przeraźliwy strach podniósł moje włosy. Chciałem uciekać!
- Co?... co... to było?... - wyjąkałem.
- Jedni lubią zimne, drudzy gorące! - rzekł dyrektor takim głosem, jak gdyby wydobywał go z brzucha. - Co pana tak zdumiało?
- Kto pan jest, na Boga! Kto pan jest? - krzyknąłem zduszonym głosem.
Nagle lampy przygasły jak w teatrze, zrobiło się bardzo cicho a dyrektor, podniósłszy się z krzesła, rzekł z ukłonem:
- Diabeł, ale do pańskich usług...
Coś mnie schwyciło za gardło, tak że mi brakło powietrza, czułem, że oczy moje wyłażą z orbit, serce poderwało się i zaczęło się dobijać do piersi, jak uciekający z pożaru człowiek dobija się do drzwi, nogi uginały się pode mną, jakbym zapadał w bagno; o włosach już nic nie wiedziałem, we wnętrzu głowy poczułem zimno dotkliwe, strach bowiem ściął mi mózg w bryłę lodu.
Straszliwy człowiek nagle posmutniał. Zgasił oczy jak zielone latarenki, na twarz wróciły mu zwykłe kolory. Lampy zajaśniały. I zaczął mówić z melancholią:
- Otóż to! Otóż to? I pan się przestraszył, nawet pan! Jest mi niezmiernie przykro, o nie umiem panu tego wyrazić, jak bardzo mi przykro. Niechże się pan uspokoi i usiądzie...
Zbliżył się ku mnie i siłą posadził na krześle. Dusza moja uciekła jak jelonek, opasłe ciało nie było w stanie uczynić najmniejszego ruchu. Wodziłem za nim wzrokiem zdumionym, przelękłym, na pół zwariowanym. W uszach mi szumiało. Serce


Strony: