Dziewięć kochanek kawalera Dorna
Autor: Kornel Makuszyński
Dyrektor siedział obok mnie przy stoliku.
- Otóż jestem! - rzekł smętnie.
Nie widziałem, żeby wychodził z drzwi, dość odległych, w ogóle nic nie widziałem.
- Jak? Skąd pan się tu wziął? - szepnąłem niemal z lękiem.
- Zjawiłem się dość szybko, co pana pewnie dziwi, gdyby pan jednak mógł być obecny przy rozmowie mojej z żoną, dziwiłby się pan, że tak powoli stamtąd wyszedłem... A propos! Jest pan człowiekiem pełnym taktu i doskonałych manier. Muszę więc pana zapytać otwarcie, czy nie budzi w panu wstrętu fakt dość smutny, że będzie pan siedział przy jednym stole z człowiekiem, który przed chwilą został spoliczkowany?
- Pan?
- Wolałbym, ażeby to mógł być ktoś inny, ale nie było innej ofiary.
- Żona? To aż tak gwałtownie? Po cóż jej pan kazał pić rum?
- Bez rumu byłoby gorzej, rum zaś odjął jej mocnym nogom pewność ruchów, a silnym jej ruchom odjął tęgość i sprężystość, tak że zostałem obrażony dość lekko, raczej na duszy, niż na ciele.
- Biedny pan jest człowiek, drogi panie...
- Pańskie współczucie wylewa na moją steraną głowę najcudowniejsze balsamy. Od stu milionów lat nie było mi tak dobrze i tak radośnie. Dziękuję panu z całego serca. Przebywam ciągle wśród takiej hołoty, że godzina, spędzona z człowiekiem tak nienagannych manier, z człowiekiem o takiej jak pan wzniosłości ducha, jest dla mnie wiekiem szczęścia.
- Niech pan pije!
- Dziękuję! Nawet to paskudztwo wydaje mi się płynem przedziwnego smaku. Uczyńmy je nieco mocniejszym!
Podniósł do ust szklankę wódki i w tej chwili, kiedy ją zbliżał do ust, stało się coś strasznego; oczy jego pozieleniały,
- Otóż jestem! - rzekł smętnie.
Nie widziałem, żeby wychodził z drzwi, dość odległych, w ogóle nic nie widziałem.
- Jak? Skąd pan się tu wziął? - szepnąłem niemal z lękiem.
- Zjawiłem się dość szybko, co pana pewnie dziwi, gdyby pan jednak mógł być obecny przy rozmowie mojej z żoną, dziwiłby się pan, że tak powoli stamtąd wyszedłem... A propos! Jest pan człowiekiem pełnym taktu i doskonałych manier. Muszę więc pana zapytać otwarcie, czy nie budzi w panu wstrętu fakt dość smutny, że będzie pan siedział przy jednym stole z człowiekiem, który przed chwilą został spoliczkowany?
- Pan?
- Wolałbym, ażeby to mógł być ktoś inny, ale nie było innej ofiary.
- Żona? To aż tak gwałtownie? Po cóż jej pan kazał pić rum?
- Bez rumu byłoby gorzej, rum zaś odjął jej mocnym nogom pewność ruchów, a silnym jej ruchom odjął tęgość i sprężystość, tak że zostałem obrażony dość lekko, raczej na duszy, niż na ciele.
- Biedny pan jest człowiek, drogi panie...
- Pańskie współczucie wylewa na moją steraną głowę najcudowniejsze balsamy. Od stu milionów lat nie było mi tak dobrze i tak radośnie. Dziękuję panu z całego serca. Przebywam ciągle wśród takiej hołoty, że godzina, spędzona z człowiekiem tak nienagannych manier, z człowiekiem o takiej jak pan wzniosłości ducha, jest dla mnie wiekiem szczęścia.
- Niech pan pije!
- Dziękuję! Nawet to paskudztwo wydaje mi się płynem przedziwnego smaku. Uczyńmy je nieco mocniejszym!
Podniósł do ust szklankę wódki i w tej chwili, kiedy ją zbliżał do ust, stało się coś strasznego; oczy jego pozieleniały,
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221
- 222
- 223
- 224
- 225
- 226
- 227
- 228
- 229
- 230
- 231
- 232
- 233
- 234
- 235
- 236
- 237
- 238
- 239
- 240
- 241
- 242
- 243
- 244
- 245
- 246
- 247
- 248
- 249
- 250
- 251
- 252
- 253
- 254
- 255