Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

powrotu... Niech pan nie patrzy w stronę bufetu... Ostrożnie! Gdyby tak, och, ona... Moja żona...
- Ach!
- Żona moja jest aniołem, drogi panie... Ale w życiu to i anioł, widzi pan...
- Napijmy się! - rzekłem czym prędzej - pan się robi ponury...
- Owszem, jeśli pan łaskaw, to się chętnie napiję. Za chwilę będzie tu pusto. Czy panu się bardzo śpieszy?
- Wyjeżdżam o ósmej jutro, a spać mi się nie chce. Chętnie z panem pogadam.
- Ja jeszcze chętniej. Ale, niech się pan nie gniewa za moją bezczelność, czy mogę mojej żonie posłać w pańskim imieniu coś do wypicia?
- Ależ najchętniej! Kelner wino!
- Może nie wino? Coś silniejszego... Butelkę rumu na przykład?
- Rumu? Kobiecie? Butelkę?!
- Ach, ona wytrzyma. Jest to istota łagodna, ale silna. Silny trunek działa na nią zresztą kojąco... Do rumu czuje specjalną predylekcję, bo ją rozmarza. Ja także, jeśli pan pozwoli, i panu też radziłbym zmienić to obrzydliwe wino na coś mniej obrzydliwego.
- Koniak?
- Pan niech pije koniak, a ja - jeśli wolno - proszę o wódkę. Czystą, zwyczajną wódkę.
Kazałem podać. Mój wuj obrócił się w grobie i sieknął - najwyraźniej słyszałem.
- Wódka - ględził miły ten człowiek - ma wiele szlachetnych właściwości: uśmierza bóle, podnieca temperament, porusza leniwą, ciężką krew północną. Poza tym przypomina kryształ źródlanej wody, więc może dlatego niewinni Sarmaci tak ją lubią. U nas więcej zimy niż lata, więcej lodu niż słońca. A wódka to jest roztopiony lód. Każdy naród pije w tym sensie. Włoch i Francuz pije roztopione na złoto słońce, my lód. Dlatego Polak tak się prześlizguje po życiu


Strony: