Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

które się widuje w każdym podlejszym cyrku, z kartami, pierścionkami i zegarkami, pożyczanymi niechętnie przez publiczność; po czym wyjmował z ust płonące pakuły, dymił jak lokomotywa, przecudownie udawał głosy zwierząt i ptaków, wreszcie pokazał sztuczkę niebywałą i trudną; zniknął na mgnienie oka i zaraz się ukazał. Nie byłem pijany i przetarłem palcami oczy, chcąc się przekonać, czy nie śpię albo czy nie uległem sugestii. Dyrektor dojrzał ten ruch z estrady i uśmiechnął się do mnie.
Publiczność oklaskiwała go z lękliwym zapałem.
Ja - przyznaję - zdumiony byłem doskonałą precyzją tego szarlataństwa, toteż zupełnie szczerze oklaskiwałem mojego przygodnego przyjaciela i składałem mu żywym tonem życzenia, kiedy powrócił do mojego stolika.
- Sztuczka panska ze zniknięciem, bez żadnych zasłon i bez parawanów, jest znakomita. Jak się to robi?
- Po prostu, znika się.
- Ale jak?
- To trudno wyjaśnić. Właściwie to nie jest żadna sztuka: zniknąć. Tyle rzeczy znika na świecie, majątki, ludzie, żony, kochanki i nikt się nie dziwi. Moja sztuczka jest dlatego dziwna, że ja się ukazuję z powrotem. Mnie wolno, bo to w kabarecie. Wielu jednak ludzi ze straszliwym, nieco gwałtownym spotkałoby się przyjęciem gdyby, raz zniknąwszy, ukazali się z powrotem. Gdyby tak szlachetny wuj pański, który zniknął w wieczności... Ach, ja tylko żartuję, niech się pan łaskawie nie gniewa. Stamtąd mało kto powraca...
- Mało kto? Stamtąd chyba nikt nie powraca!
- Tak ściśle tego powiedzieć nie można. Ale, wracając do dalszych tematów - jest jedna osoba na świecie, którą bym chętnie nauczył sztuki znikania, nie nauczywszy jej sztuki


Strony: