Dziewięć kochanek kawalera Dorna
Autor: Kornel Makuszyński
pan czynił to sam.
Pokiwałem smutnie głową.
- Tak, panie - mówił dyrektor - ponieważ nikt nie wiedział, że pan przyjedzie, aby oddać ostatnią przysługę temu zacnemu człowiekowi...
- Bynajmniej! Ja przyjechałem po spadek!
- Jest to też pewna forma serdecznej pamięci o umarłym, który musiał odczuć żywą przyjemność, że majątek jego zabierze człowiek tak bardzo miły jak pan.
- Niech będzie!
- Ponieważ tedy szlachetny nieboszczyk chciał mieć pogrzeb wystawny, widocznie dlatego, że się wstydził życia i zostawił u rejenta niemałą sumę na tę uroczystość, zaangażowałem moją żonę do wylania możliwie jak największej ilości łez. Myślę, że wywiązała się ona doskonale z roli swojej smutnej i raniącej serce. Czy pan był zadowolony?
- Niech pan podziękuje swojej małżonce. Płakała tak rzewnie, jak gdyby to ona dostała spadek, a nie ja...
- Dziękuję panu, mówi przez pana artysta... Ale, jeśli pan pozwoli, powrócę za pół godziny, gdyż teraz muszę iść na estradę. Zobaczy pan niezwykłe sztuki magiczne.
- Czekam z niecierpliwością!
- Do widzenia!
Pan dyrektor, powłócząc za sobą lewą nogę, grubo dziwacznym butem sztukowaną, poszedł na estradę. Wygłosił krótką przemowę do publiczności, już przyzwoicie urżniętej, która go przywitała oklaskami jak starego znajomego. Skłonił się jednak tylko mnie.
Co za wyborny człowiek! Przedsiębiorca pogrzebowy, dyrektor kabaretu, czarny magik, dusza zdaje mi się przez pół błazna, przez pół smutnego człowieka, idiotycznie szczery, bombastyczny i skromny, haniebnie ironiczny. Patrzyłem ciekawie, co potrafi jako sztukmistrz. Pokazał z początku kilka sztuczek,
Pokiwałem smutnie głową.
- Tak, panie - mówił dyrektor - ponieważ nikt nie wiedział, że pan przyjedzie, aby oddać ostatnią przysługę temu zacnemu człowiekowi...
- Bynajmniej! Ja przyjechałem po spadek!
- Jest to też pewna forma serdecznej pamięci o umarłym, który musiał odczuć żywą przyjemność, że majątek jego zabierze człowiek tak bardzo miły jak pan.
- Niech będzie!
- Ponieważ tedy szlachetny nieboszczyk chciał mieć pogrzeb wystawny, widocznie dlatego, że się wstydził życia i zostawił u rejenta niemałą sumę na tę uroczystość, zaangażowałem moją żonę do wylania możliwie jak największej ilości łez. Myślę, że wywiązała się ona doskonale z roli swojej smutnej i raniącej serce. Czy pan był zadowolony?
- Niech pan podziękuje swojej małżonce. Płakała tak rzewnie, jak gdyby to ona dostała spadek, a nie ja...
- Dziękuję panu, mówi przez pana artysta... Ale, jeśli pan pozwoli, powrócę za pół godziny, gdyż teraz muszę iść na estradę. Zobaczy pan niezwykłe sztuki magiczne.
- Czekam z niecierpliwością!
- Do widzenia!
Pan dyrektor, powłócząc za sobą lewą nogę, grubo dziwacznym butem sztukowaną, poszedł na estradę. Wygłosił krótką przemowę do publiczności, już przyzwoicie urżniętej, która go przywitała oklaskami jak starego znajomego. Skłonił się jednak tylko mnie.
Co za wyborny człowiek! Przedsiębiorca pogrzebowy, dyrektor kabaretu, czarny magik, dusza zdaje mi się przez pół błazna, przez pół smutnego człowieka, idiotycznie szczery, bombastyczny i skromny, haniebnie ironiczny. Patrzyłem ciekawie, co potrafi jako sztukmistrz. Pokazał z początku kilka sztuczek,
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221
- 222
- 223
- 224
- 225
- 226
- 227
- 228
- 229
- 230
- 231
- 232
- 233
- 234
- 235
- 236
- 237
- 238
- 239
- 240
- 241
- 242
- 243
- 244
- 245
- 246
- 247
- 248
- 249
- 250
- 251
- 252
- 253
- 254
- 255