Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

bezsilny jak Samson, którego moc odbiegła razem z włosami...
- Przecież to nie były twoje włosy.
- Tak, ale nie były także i jej, a moje były raczej dlatego, że je kochałem. Więc byłem bezsilny. Tułałem się od tej pory, jak człowiek żywy po piekle.
- Szukałeś dalej?
- Tak, szukałem bez wytchnienia. A to, co ci dotąd opowiedziałem, to tylko mizerny wstęp do całego szeregu katastrof. Miłość moja była zawsze tragiczna. Posłuchaj, co się dalej stało...
Dorn rozpoczął długą opowieść, a ja słuchając go, miałem jedno oko pełne łez, a drugie pełne śmiechu. Wiele widziałem tragikomedii, ten człowiek jednak przeżył najdziksze, wymyślone przez najzłośliwszego z diabłów. Powtórzę jego opowieść, zaniechawszy powtarzania moich zdawkowych uwag, którymi przeplatałem jego opowiadanie, kiedy mu brakło słów, tchu lub kiedy, milcząc przez dłuższą chwilę, grzebał w swoich straszliwych wspomnieniach.
Niedługo po okropnej przygodzie z łysą dziewicą siedział Dorn wieczorem w dość smętnej knajpie wielkiego miasta, ohydnie złoconej i wyświechtanej... Snuły się po niej piękne malowane kobiety. Podejrzani dżentelmeni pili koniak z sodową wodą. Dorn siedział samotny i paląc papierosa, wił sobie z jego dymu niestworzone historie, którym się przyglądał z tępą, bolesną obojętnością. Wiele kobiet patrzyło w oczy bladego młodzieńca, on jednak nie widział żadnej. Bał się spojrzeć, gdyż wszystkie włosy kobiece wydawały mu się fałszywe. Raz krzyknął zduszonym głosem, kiedy któraś z dziewic gwałtownym ruchem zdarła sobie z głowy kapelusz, aby poprawić fryzurę. Ale włosy nie odleciały, a Dorn westchnął z ulgą. Kiedy zaś pełnym radosnego


Strony: