Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

powiedzieć „gruba pani w cienkiej żałobie”. To była moja żona. O, siedzi w tej chwili za bufetem.
- Niepodobna! A cóż żonę pańską łączyło z moim wujem?
- Nic.
- Nie rozumiem! Więc czemu ta kobieta płakała?
- Bo to, widzi pan, ja jestem równocześnie przedsiębiorcą pogrzebowym...
- O! o! o!
- Tak, panie. Miałem zaszczyt własnoręcznie brać miarę z nieboszczyka, pragnąłem bowiem, aby trumna była wygodna. Nie będę dodawał, że czyniłem to z całą możliwą delikatnością, aby zbytnio szanownego nieboszczyka nie miętosić, jak to jest w zwyczaju. Pan pojęcia nie ma o brutalnej bezceremonialności, z jaką się zazwyczaj ci szakale, którzy urządzają pogrzeb, odnoszą do dostojnych zwłok.
- A pańska żona?
- Udział mojej żony w tym smutnym obrzędzie był raczej natury artystycznej. Moja żona była kiedyś aktorką i grywała żałośliwe i rzewne role. Matka, której jednego dnia umarło siedmioro dzieci nie potrafi tak zapłakać, jak to bez najmniejszego powodu potrafi ta genialna kobieta... Czy pan pozwoli, że poślę jej szklaneczkę tego podłego wina. Należy się to jej talentowi...
- Ależ proszę, całą butelkę!
- Dziękuję panu. Butelka w istocie większą jej sprawi radość, niż taki naparstek. Niech to będzie zapłata za jej rzewne łzy, którymi skropiła wujowi pańskiemu drogę do wieczności.
- Ale skąd te łzy?
- Właśnie chcę panu powiedzieć. Dostojny i czcigodny nieboszczyk jak panu pewnie wiadomo, nie odznaczał się zbytnią hojnością. Sądzę, że nie obrażę pańskiego bliskiego krewnego, jeśli powiem obrazowo, że pies byłby go nawet opuścił, nie mogąc w domu pana znaleźć kości do ogryzienia, gdyż


Strony: