Dziewięć kochanek kawalera Dorna
Autor: Kornel Makuszyński
/>
- Pan jest odgadywaczem myśli?
- Bynajmniej, ale grymas twarzy człowieka, który chce sobie coś przypomnieć, jest bardzo łatwy do odczytania. W tej chwili zaś mógł pan zajmować się tylko moją mizerną osobą.
Wszak to jasne!
- Tak, to jasne... Niech pan usiądzie, panie dyrektorze.
- Dziękuję bardzo. Jest pan bardzo uprzejmy. Za chwilę odrabiam mój numer na tej przeklętej estradzie, ale mam jeszcze czas...
Przynieśli jakiegoś nowo narodzonego szampana, straszliwa zaś Fizjonomia kelnera, na której widok zadrżałby z radości każdy sędzia śledczy, zapytywała mnie, czy nalać także dyrektorowi? Kazałem nalać skwapliwie.
- Musi pan pić to, co pan sam nawarzył - rzekłem, wcale tym pocieszony, że znalazłem wspólnika do nieszczęścia, szampan tak bowiem wyglądał w istocie jak nieszczęście. Byt bladożółty jak człowiek, który z rozpaczy nie śpi, cierpki jak beznadziejnie chory, kwaśny jak człowiek chory na wątrobę i czuć go było korkiem. Wysoka marka, jednym słowem.
- Pije się nie wino, tylko radość, która chodzi za winem i pije się duszę człowieka przy winie - rzekł dyrektor.
- Pięknie powiedziane... Więc ja pana widziałem na pogrzebie mojego wuja? Tak, teraz sobie przypominam... Czy pan był jego przyjacielem?
- Nie miałem zaszczytu znać tego dostojnego człowieka.
- Aj! Dlaczegóż tedy miał pan taką zmartwioną minę?
- Jednego człowieka mniej na świecie, chociaż to mały powód do żałości. Właściwie to ja dlatego byłem zmartwiony, że to kogoś innego chowają, a nie mnie.
- No! no! A któż była ta pani w grubej żałobie, którą pan prowadził pod rękę, co tak bardzo płakała?
- Chciał pan pewnie
- Bynajmniej, ale grymas twarzy człowieka, który chce sobie coś przypomnieć, jest bardzo łatwy do odczytania. W tej chwili zaś mógł pan zajmować się tylko moją mizerną osobą.
Wszak to jasne!
- Tak, to jasne... Niech pan usiądzie, panie dyrektorze.
- Dziękuję bardzo. Jest pan bardzo uprzejmy. Za chwilę odrabiam mój numer na tej przeklętej estradzie, ale mam jeszcze czas...
Przynieśli jakiegoś nowo narodzonego szampana, straszliwa zaś Fizjonomia kelnera, na której widok zadrżałby z radości każdy sędzia śledczy, zapytywała mnie, czy nalać także dyrektorowi? Kazałem nalać skwapliwie.
- Musi pan pić to, co pan sam nawarzył - rzekłem, wcale tym pocieszony, że znalazłem wspólnika do nieszczęścia, szampan tak bowiem wyglądał w istocie jak nieszczęście. Byt bladożółty jak człowiek, który z rozpaczy nie śpi, cierpki jak beznadziejnie chory, kwaśny jak człowiek chory na wątrobę i czuć go było korkiem. Wysoka marka, jednym słowem.
- Pije się nie wino, tylko radość, która chodzi za winem i pije się duszę człowieka przy winie - rzekł dyrektor.
- Pięknie powiedziane... Więc ja pana widziałem na pogrzebie mojego wuja? Tak, teraz sobie przypominam... Czy pan był jego przyjacielem?
- Nie miałem zaszczytu znać tego dostojnego człowieka.
- Aj! Dlaczegóż tedy miał pan taką zmartwioną minę?
- Jednego człowieka mniej na świecie, chociaż to mały powód do żałości. Właściwie to ja dlatego byłem zmartwiony, że to kogoś innego chowają, a nie mnie.
- No! no! A któż była ta pani w grubej żałobie, którą pan prowadził pod rękę, co tak bardzo płakała?
- Chciał pan pewnie
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221
- 222
- 223
- 224
- 225
- 226
- 227
- 228
- 229
- 230
- 231
- 232
- 233
- 234
- 235
- 236
- 237
- 238
- 239
- 240
- 241
- 242
- 243
- 244
- 245
- 246
- 247
- 248
- 249
- 250
- 251
- 252
- 253
- 254
- 255