Dziewięć kochanek kawalera Dorna
Autor: Kornel Makuszyński
paralityków albo doroczne święto w klubie samobójców.
Atmosfera była ciężka, duszna i parna.
Pan dyrektor objaśnił mnie, że straciłem dwa numery programu, lecz że nie mam czego żałować, gdyż były słabe. Za chwilę jednak zaczną się atrakcje wyborowe, wobec czego słuszne wydało się pytanie, czy będę jadł kolację w tym wytwornym zakładzie? Nie, nie będę jadł kolacji. Kto jednak przychodzi do kabaretu, ten szuka pewnie podniety do szaleństwa i takiemu pewnie jest wszystko jedno. Komu jest wszystko jedno, ten się zwykle upija. Nie miałem wprawdzie do tego najmniejszej ochoty, łatwiej jednak zwlec dwie godziny z butelką, niż bez niej. Do butelki można gadać, a ona nie odpowiada, słusznie też najwięksi mędrcy uznali flaszę za jedyną towarzyszkę, godną człowieka.
Wobec tego zwróciłem się do sympatycznego dyrektora, który z uśmiechem łagodnym i mądrym czekał rozkazów.
- Jakie macie wina?
- Najgorsze na świecie - odrzekł łagodnie dziwny ten człowiek.
Odpowiedź była imponująca.
Uśmiechnąłem się.
- Dobrych win nie ma już nigdzie - mówił on - łajdactwo ludzkie nie uszanowało nawet wina. Cóż możemy panu dać? Trochę wody sodowej z drożdżami i z landrynkami. Jak pan każe, aby się to paskudztwo nazywało? Nazwy są stare i autentyczne.
Spojrzałem z podziwem na tego szczerego człowieka i on w tejże chwili spojrzał mi w oczy. Coś mnie tknęło. Tę ciekawą i niezwykłą twarz już gdzieś widziałem. Ale gdzie?
- Przed dwoma dniami, panie! - rzekł cicho dyrektor.
- Co się stało przed dwoma dniami?
- Widział mnie pan w domu swego wuja.
Stropiłem się. Cóż za indywiduum? Czyta w myślach, czy co?
Strony:
Atmosfera była ciężka, duszna i parna.
Pan dyrektor objaśnił mnie, że straciłem dwa numery programu, lecz że nie mam czego żałować, gdyż były słabe. Za chwilę jednak zaczną się atrakcje wyborowe, wobec czego słuszne wydało się pytanie, czy będę jadł kolację w tym wytwornym zakładzie? Nie, nie będę jadł kolacji. Kto jednak przychodzi do kabaretu, ten szuka pewnie podniety do szaleństwa i takiemu pewnie jest wszystko jedno. Komu jest wszystko jedno, ten się zwykle upija. Nie miałem wprawdzie do tego najmniejszej ochoty, łatwiej jednak zwlec dwie godziny z butelką, niż bez niej. Do butelki można gadać, a ona nie odpowiada, słusznie też najwięksi mędrcy uznali flaszę za jedyną towarzyszkę, godną człowieka.
Wobec tego zwróciłem się do sympatycznego dyrektora, który z uśmiechem łagodnym i mądrym czekał rozkazów.
- Jakie macie wina?
- Najgorsze na świecie - odrzekł łagodnie dziwny ten człowiek.
Odpowiedź była imponująca.
Uśmiechnąłem się.
- Dobrych win nie ma już nigdzie - mówił on - łajdactwo ludzkie nie uszanowało nawet wina. Cóż możemy panu dać? Trochę wody sodowej z drożdżami i z landrynkami. Jak pan każe, aby się to paskudztwo nazywało? Nazwy są stare i autentyczne.
Spojrzałem z podziwem na tego szczerego człowieka i on w tejże chwili spojrzał mi w oczy. Coś mnie tknęło. Tę ciekawą i niezwykłą twarz już gdzieś widziałem. Ale gdzie?
- Przed dwoma dniami, panie! - rzekł cicho dyrektor.
- Co się stało przed dwoma dniami?
- Widział mnie pan w domu swego wuja.
Stropiłem się. Cóż za indywiduum? Czyta w myślach, czy co?
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221
- 222
- 223
- 224
- 225
- 226
- 227
- 228
- 229
- 230
- 231
- 232
- 233
- 234
- 235
- 236
- 237
- 238
- 239
- 240
- 241
- 242
- 243
- 244
- 245
- 246
- 247
- 248
- 249
- 250
- 251
- 252
- 253
- 254
- 255