Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

świata, artystek i artystów stołecznych.
Ha! życie bucha radością jak gejzer. Nawet tu.
W pobliżu miasta znajdowały się głośne w świecie kopalnie nafty, więc środowisko ludzi bogatych, skłonnych do hazardu, bardzo przeto szczęśliwych lub nieszczęśliwych. Na obie te dolegliwości, na szczęście i na nieszczęście, wymyśliła natura jedno wspólne lekarstwo: szampana. Rzecz prosta, że po tak zawiłym wykładzie wniosek jest prosty, ten mianowicie, że nawet w tak obskurnym mieście kabaret, w którym można dostać szampana, mógł mieć widoki powodzenia. Człowiek rzadko pija naftę, z reguły jednak umie naftę zmienić w wino. Jest to boską cechą natury ludzkiej, że wszystko, dziegieć, smołę, sól, sztuczny nawóz, kartofle i pszenicę umie ona szybko, jednym gestem, używanym przez czarowników, zmieniać w wino.
Nie bez trwogi jednak wchodziłem do wzniosłego lokalu, w którym szalało miejscowe życie. Lokal był spelunką. Historię jej można było wyczytać na tapetach. Niezliczone pokolenia much umarły i pogrzebane są na „żyrandolu”; wspaniale lustro zdobiło jedną ścianę. Kiedy w to lustro, porysowane, pęknięte w samym środku żywota swojego, zamorusane i nie myte od chwili swoich narodzin, spojrzał człowiek - cofał się natychmiast przerażony. Było to zaczarowane zwierciadło. Najbardziej urodziwa twarz czyniła się szpetna; oczy odbiegały od siebie, jak gdyby w nagłym przerażeniu; nos przybierał kształty niesamowite, usta rozszerzały się w okropnym cierpieniu, widziałeś upiora, który był zielony i straszny. Było to prawdziwe zwierciadło żywota, w którym wszelki szych i marność ziemska przybierały kształt właściwy. Z brudnej toni zwierciadła patrzył w ciebie upiór,


Strony: