Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

na plecach, trzeba było pomyśleć, w jaki sposób ukoić żałość i zmartwienie.
Musiałem przez dwa dni jeszcze dreptać po bruku przyjemnego tego miasta. Mój zacny krewny, sam już w raju bezpłatnie wszelkich wspaniałych używający rozkoszy, nie mógł mieć do mnie pretensji, że jeszcze za swoje pieniądze, bo jego trzymały w uwięzi niezliczone formalności, chcę pocieszyć strapioną i niewyspaną duszę. Tylko ludzie źli i obłudni, otrzymawszy spadek, udają, że umierają z żałości, człowiek rozsądny powinien ucieszyć nieboszczyka, dając mu dowód, że jego skarbów źle nie użyje, lecz je spożyje w radości i w błogim weselu, że uczyni to, jednym słowem, czego on uczynić nie umiał, i wskutek tego mógłby mieć za grobem wyrzuty sumienia.
Dość było trudno w małym mieście oszaleć. Można sobie było wprawdzie kazać podać do obiadu lody ananasowe i hawańskie cygaro, takie jednak polecenie nie miało sensu, bo wywołałoby tylko zbiegowisko, zupełnie zresztą niepotrzebne, gdyż w całym mieście nie było ani ananasa, ani hawańskiego cygara. Można było zakupić wszystkie pokoje w pierwszorzędnym hotelu, co powinno wywołać sensację; i ten pomysł jednak również był bez sensu, w całym bowiem hotelu były tylko dwa pokoje, a w jednym stał bilard, który od przypadku służył jako łóżko.
Nie było to jednak miasto najgorsze. Źle jest sądzić z pozorów. Ostatecznie bowiem znalazła się rozrywka pierwszorzędna. W mieście tym gościł kabaret, tingeltangel, coś w tym rodzaju. Na zielonym papierze czerwoną farbą, koślawymi literami, udającymi litery druku, było wypisane, że w kawiarni „Japońskiej” odbywa się codziennie przedstawienie „monstre” najwybitniejszych gwiazd


Strony: