Dziewięć kochanek kawalera Dorna
Autor: Kornel Makuszyński
prostu, szczerze, z miłością: „czego chcesz, moja droga?” - ty dyskutujesz, doprowadzasz do kłótni, biczujesz mnie, depcesz po moim sercu. A przecież ja bym ci powiedziała od razu, bo nie mam nic do ukrywania. Teraz to mi już trudno, bo się coś we mnie zawaliło. A ja chciałam cię tylko prosić o małą, mizerną rzecz... Czegoś ty tak zbladł? Czy ci niedobrze?
- O co... mnie... chciałaś prosić?...
- Abyś mi kupił choinę[!] Choć dzieci nie mamy...
- I... ty... z tym... przyszłaś?
- Tak, tylko z tym, ale czułam z góry, że . nie zechcesz! Co się z tobą dzieje?
- Ty... tylko... z tym?
- Tak! tak! Co ty robisz, na Boga! Ależ, mój kochany, mój drogi, mój najdroższy!... Głową tłuczesz o ścianę?! Jezus, Maria! Nie śmiej się tak strasznie! Ratunku! ratunku! On zwariował!...
Pan z kozią bródką
Przyjaciel mój, miły bardzo poeta, opowiedział mi tę historię, która wygląda na opowiadanie patentowanego wariata, mającego urzędowe zaświadczenie pomieszania zmysłów. Przyjaciel dawał mi trzy razy „najświętsze słowo honoru”, że w tej hecy brał udział. Gdyby raz, to może bym jeszcze jako tako uwierzył, ale trzy razy - to trochę za wiele. Ubocznie tylko nadmieniam, że mój przyjaciel jest to pijaczyna na wielki kamień. Pod tym kątem widzenia rzecz się staje zrozumiała. Oto co mi ten bęcwał nabredził:
Niedawno oszołomiła mnie miła wiadomość, że stary kutwa, po którym miałem dziedziczyć, zjadł pieczone prosię, niesłychaną ilość śliwek, a potem napił się lodowatej wody. Kiedy kto ma lat siedemdziesiąt, nie powinien tego robić, chyba że ma miłego spadkobiercę. Zemsta natury była
- O co... mnie... chciałaś prosić?...
- Abyś mi kupił choinę[!] Choć dzieci nie mamy...
- I... ty... z tym... przyszłaś?
- Tak, tylko z tym, ale czułam z góry, że . nie zechcesz! Co się z tobą dzieje?
- Ty... tylko... z tym?
- Tak! tak! Co ty robisz, na Boga! Ależ, mój kochany, mój drogi, mój najdroższy!... Głową tłuczesz o ścianę?! Jezus, Maria! Nie śmiej się tak strasznie! Ratunku! ratunku! On zwariował!...
Pan z kozią bródką
Przyjaciel mój, miły bardzo poeta, opowiedział mi tę historię, która wygląda na opowiadanie patentowanego wariata, mającego urzędowe zaświadczenie pomieszania zmysłów. Przyjaciel dawał mi trzy razy „najświętsze słowo honoru”, że w tej hecy brał udział. Gdyby raz, to może bym jeszcze jako tako uwierzył, ale trzy razy - to trochę za wiele. Ubocznie tylko nadmieniam, że mój przyjaciel jest to pijaczyna na wielki kamień. Pod tym kątem widzenia rzecz się staje zrozumiała. Oto co mi ten bęcwał nabredził:
Niedawno oszołomiła mnie miła wiadomość, że stary kutwa, po którym miałem dziedziczyć, zjadł pieczone prosię, niesłychaną ilość śliwek, a potem napił się lodowatej wody. Kiedy kto ma lat siedemdziesiąt, nie powinien tego robić, chyba że ma miłego spadkobiercę. Zemsta natury była
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221
- 222
- 223
- 224
- 225
- 226
- 227
- 228
- 229
- 230
- 231
- 232
- 233
- 234
- 235
- 236
- 237
- 238
- 239
- 240
- 241
- 242
- 243
- 244
- 245
- 246
- 247
- 248
- 249
- 250
- 251
- 252
- 253
- 254
- 255