Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

wszystkiego zrobić tragedię i do tej tragedii chciałbyś mieć mego trupa. Ale go nie będziesz miał. Chcesz mnie wypędzić? Hola! A dlaczegoż to ja mam odejść, ja - a nie ty? Dlatego, że ja jestem kobietą? O nie! skończyły się już te czasy, kiedy kobietę można było zamurować w klasztorze! Mamy jeszcze na szczęście policję i sprawiedliwość, znajdzie się chyba ktoś, kto się ujmie za kobietą. A ja nie będę milczała, o nie!
- Jestem przekonany!
- I słusznie! Będę krzyczała na cały świat o sprawiedliwość i świat cały weźmie mnie w obronę. Aaa! Drżysz? Boisz się skandalu? Więc jest jeszcze rada nawet na takich jak ty? Och! nie bój się! Zbyt łatwe byłoby to zwycięstwo, zbyt łatwe.
- Czy to już koniec?
- Więc się poddajesz? Patrzcie, jaka wspaniałomyślność! I jaka obłudna metoda prowokacji. Czy potrzeba było tylu moich zgryzot i tylu łez? Czy ty przez chwilę chociaż pomyślałeś, ile mnie kosztuje każde słowo, które mi razem z krwią dobywa się z głębi serca? Czy ty w ogóle myślisz o tym? O nie! Bo gdyby cię to choć odrobinę obchodziło, tobyś mi nie dał cierpieć i nie dałbyś mi rwać sobie duszy na szmaty, ale że to moja dusza, „kobieca” dusza, cóż to tobie szkodzi? A przecież mnie szło o taki drobiazg, o taką śmieszną małą radość... Każdy człowiek, każdy inny człowiek zrozumiałby od razu, pojąłby w swojej wielkiej miłości, ale ty tylko nigdy nie chcesz zrozumieć, ty tylko nie chcesz pojąć. Ty chcesz widzieć moje łzy! O tak, nie przecz! Moje łzy i moje słowa, ociekło krwią, sprawiają ci widocznie przyjemność, bo je ze mnie wyciągasz, jak nerw po nerwie z żywego człowieka, a to boli,... a to boli... Zamiast mnie zapytać po


Strony: