Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

widzę poza tobą niczego i nikogo... Ze się usuwam w cień, abyś ty tylko błyszczał w słońcu, że milczę, abyś ty mógł mówić, że nie śpię, abyś ty mógł spać...
- Ale któż ci każe to robić?
- Więc nie chcesz mojej miłości? Gardzisz nią?
- Ależ nie! nie!
- Więc już masz mnie dosyć!
- Nigdy, przenigdy!
- Coś mi o tym mówiło, coś mnie ostrzegało, a ja, niemądra, wierzyłam, że cię zwyciężę potęgą mego cierpienia i pokorą mojej miłości. Walczyłam o ciebie - z tobą. Czy słyszysz? Z tobą o ciebie! I myślałam, że mnie wesprzesz, że mi dodasz sił, abym cię mogła wydobyć z tego bagna zwątpienia, w którym grzęźniesz bez ratunku. Szukałam sprzymierzeńca w mojej miłości; we wszystkim szukałam pomocy, nawet u ciebie, u samobójcy, bo zapomniałam, co powiedział Tagore, że w walce życia własnej trzeba ufać sile. Zemściło się to na mnie, że chciałam być mądrzejsza niż Indianin.
- Powiedzmy Hindus...
- Ach, i jego lżysz, i to tylko dlatego, że powtarzam jego słowa? O, jakie to szczęście, że nie mamy dzieci, bobyś zamordował własne dziecko dlatego tylko, że byłoby ono w połowie i moim. Spróbuj zaprzeczyć, jeżeli możesz! A widzisz, że nie możesz! Zbladłeś i usta ci drżą. Wyglądasz w tej chwili jak człowiek zły, w którym wyrzuty sumienia wyją jak burza. Żal mi cię, bardzo mi cię żal, bo nie myśl, że ja się potrafię mścić. Zemsta jest bronią ludzi małych, kobieta nie jest zdolna do zemsty. Więc mi cię żal! Chciałabym, abyś ratował siebie przed sobą. Zniszcz mnie, nawet zabij albo wypędź jak bezdomnego psa - ty to wszystko potrafisz - tylko nie dręcz mnie i daj mi odejść w spokoju, a może to ci się


Strony: