Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

/> - Co twój bohater? Zadymia mi cały dom...
- Na Boga! On?!
- On czy nie on, wszystko jedno. Ty za niego albo wy razem... Od ośmiu godzin piszesz i palisz, a właściwie więcej palisz, niż piszesz...
- Od tego jestem...
- Od tego, ale i od czego innego. Czy ty nic innego prócz pisania nie potrafisz?
- Właściwie to nie...
- Ale za to ja nie umiem pisać książek i nie wiem, co z sobą począć... Jutro święto, jutro Bóg się rodzi, a ty wciąż piszesz... A ja?!...
- Aj, moje biedactwo, doprawdy, nie przyszło mi to na myśl... Serdecznie cię przepraszam... Moja bardzo wielka wina... Tylko widzisz, Heluniu, książka, którą się pisze, jest jak opium; kiedy się ją z siebie dobywa, ulega się równocześnie jej czarowi, upaja się nią i zapada się w nią z całą świadomością. To nie ja jestem winien, doprawdy, że nie ja! To ta nieszczęsna książka. Niech więc moja najdroższa pozwoli się przeprosić w imieniu i moim, i mojej książki. Dobrze?
- Daj pokój, ach, dajże mi pokój... Bardzo cię kocham, ale tak przesiąkłeś dymem papierosów, że lepiej będzie, jeśli ten wybłagany pocałunek zostawisz na inny raz, najlepiej na wakacje.
- Trudno... Jestem do twojej dyspozycji.
- Cóż tak uroczyście? Pachniesz nieładnie i ja ci to szczerze mówię! Czy już nie mam prawa powiedzenia ci jednego słowa?
- Ależ, Heluniu, masz prawo, obowiązek, powinność, co chcesz...
- Bo jeśli i tego mi odmówisz, to najlepiej będzie, jeśli ja się zupełnie usunę z twego życia.
- Na Boga? Co ci przyszło do głowy?!
- Nic mi nie przyszło do głowy, tylko tak rozumiem twoje słowa.
- Moje słowa?! Kiedyż ja to powiedziałem?
- Możeś


Strony: