Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

Panna...
- Panna? Dorn, czy to zabawa, czy chcesz się żenić?
- Nie igram z miłością. Jest to rzecz poważna!
- Więc obowiązek przyjaciela każe powiedzieć ci wszystko. Ta panna wkrótce po twoim wyjeździe miała dziecko...
Dorn jęknął i opadł na krzesło.
- Z kim?
- Z Murzynem z jazz–bandu.
- Hu! hu! - zawył Dorn.
- Ale to drobiazg. Potem otruła swoją ciotkę.
- Aaaa! - zakrakał Dorn.
- ...Siedziała w więzieniu; uwolnili ją trochę dla braku dowodów. Tak się zwykle zresztą mówi.
- Boże, Boże, Boże! - jęczał Dorn - co ja zawiniłem?
- A teraz się żeń! - rzekł przyjaciel i poszedł.
Dorn rozmyślał dwa dni i dwie noce. Siedem milionów czterysta sześć tysięcy myśli związał wreszcie w taką konkluzję: jeśli naj straszniejsze stało się przed ślubem, mc się nie stanie już później. Dziecko i morderstwo, to chyba dość... Przysiągłem jej, że choćby o niej powiedziano najgorzej...
Dusza w nim była na poły umarła, ciało doszło do niej jako tako.
- Wiem wszystko! - rzekł smutno.
Ona krzyknęła i upadła mu do nóg.
- I ożenię się z panią! - dokończył Dorn nieswoim głosem. Mam już dość tego wszystkiego. Ożenię się, do stu tysięcy diabłów! - krzyknął ni z tego, ni z owego jak szaleniec i ciężko dyszał.
Ona całowała jego ręce i nogi i obiecywała mu, że mu zapłaci za to wszystko miłością taką, jakiej nikt nie widział od stworzenia świata. Dorn się uśmiechał smutno i był rad ze swojej tragicznej odwagi. Patrzył przez otwarte okno w ogród pełny słowiczego śpiewania i gładził ją po głowie.
- ...Przeszłam wiele - mówiła - a to mi tylko


Strony: