Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

Baronowa się nie broniła, tylko stała nieruchomo, krwawo zarumieniona.
- Gdzie trzeci? - zapytała sucho skromna pani.
- Nie wzięłam! - szepnęła baronowa z trudem.
- Niestety, ale tak - rzekł jubiler.
Skromna pani pomyślała chwilę, uśmiechnęła się cierpko i rzekła groźnie:
- Pani baronowa raczy otworzyć usta!
I, nie czekając na nic, palcem wetkniętym w usta baronowej wydobyła trzeci pierścionek.
Dorn patrzył jak na przedstawienie u wariatów.
- Co to znaczy? - zapytał głosem z tamtego świata.
- Pan nie wiedział? To znana kleptomanka, a ta druga pani to jej cień, który jej pilnuje. Bardzo mi przykro... Widzę, że panu nieprzyjemnie.
Dorn był już za drzwiami i uciekał jak jeleń.
Ósma kochanka kawalera Dorna, którą spotkał niebawem, nerwowa i blada, młoda dama z najwytworniejszego towarzystwa, bawiła go bardzo, gdyż miała dziwną pasję; wtoczyła się po ulicach i godzinami wystawała przed sklepami z żelaziwem. Dorn był cierpliwy, bo dama była piękna i wyróżniała go niezwykle.
- Musi być niedokrwista i patrzy wciąż na żelazo - myślał Dorn - o, jakże mądra jest natura.
Nazajutrz stała się rzecz straszliwa. Kiedy odwiedził panienkę, zastał przed domem Pogotowie, a w domu koniec świata; panienka połknęła kilogram gwoździ, z tą samą rozkoszą, z jaką inne połykają czekoladki.
Dorn nie czekał relacji, czy jej ten przysmak nie zaszkodził zbyt gwałtownie. Złe i niemiło jest mieć kochankę, która połyka gwoździe lub igły. Jest to przysmak wprawdzie tani, lecz tak mało strawny, że Dorna przeszły ciarki i zimno mu się robiło na samo wspomnienie.
Osłabły na duchu, złamany, z sercem


Strony: