Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

jak oczy pełne łez myśląc, że miłość je osuszy. O, biedne! Wszak miłość jest największym smutkiem i studnią łez, bowiem sercem mądra, więc największą mądrością równą boskiej wie, że nie ma miłości bez zdrady, i że życie jej jest krótkie jak żywot kwiatu. O, dolo miłości! Wie, że umrze w cierpieniu, a wyciąga ku niemu ramiona i modli się o nie, jak o promieniste szczęście.
Takie smutne wieści prządł Dorn w mieście zgiełkliwym, pełnym krzyku i wrzawy. Strząsnął z sandałów proch, przywieziony ze smutnej wyprawy i aby zapomnieć, cisnął się głową na dół w odmęt. Pił, śpiewał z pijacką gromadą, szalał niewytwornym szaleństwem. Uwielbiał w krótkiej drodze szybkiego porozumienia jasnowłosą baronową, pulchną i roześmianą, pachnącą jak fabryka olejków, rozkosznicę, rozwódkę, jednym słowem. Ta kobieta nie wiedziała, co to jest smutek. Musiała być cała i bez części sztucznych, bo przedtem miała męża przez lat siedem, w ciągu zaś takiego czasu największy nawet kretyn byłby dojrzał jakiś niemiły drobiazg jak drewniana noga.
Dorn pomyślał wprawdzie, że los jego odmienił mu gatunek katastrof i zadowalał się już nie byle jakim pomysłem. Przecie serce po prawej stronie albo katalepsja, to już nie byle co, nie byle szklane oko albo fałszywa kobiecość. Był więc przekonany, że seria uszkodzeń cielesnych już się skończyła i zaczną się nieszczęścia wymyślne. Tak był zajęty rozmyślaniem na ten temat, wychodząc z baronową z modnej restauracji, że ledwie zauważył dyskretną, lecz bardzo w rytmie gorącym gwałtowną rozmowę baronowej z maîtrem restauracji. Ona przeczyła, on twierdził. Dorn trochę się zdziwił, myślał jednak, że sprawa jest o


Strony: