Dziewięć kochanek kawalera Dorna
Autor: Kornel Makuszyński
oczach; z drżących rąk wysunęły się i padły na dywan czerwone róże.
Pokojówka objaśniała:
- Ona tak co dnia, punktualnie o godzinie szóstej zasypia i co do sekundy budzi się o godzinie siódmej. To jest sen kataleptyczny. Nic i nikt jej nie może zbudzić. Można ją kłuć szpilką, albo parzyć ogniem. Starsza pani mdleje na ten widok, choć to trwa tyle lat. Woli wyjść. W tym czasie idzie zwykle do kościoła. Ja jedna w tym domu znam tę tajemnicę, a pan przysiągł, niech pan pamięta!...
Łzy jak groch toczyły się po zalękłej twarzy Dorna. Pokojówka z irytacją zbierała rozrzucone róże, aby usunąć ślady czyjejś obecności.
Wyszedł powoli, ciężko podnosząc nogi, jakby je miał z ołowiu. Widział śmierć złośliwą i straszliwie podłą, bo męczącą i igrającą ze słodką, biedną dziewczyną.
Zakupił cały sklep róż nazajutrz i o poranku posłał je smutnej panience z listem takim serdecznym jak miłość i przeprosił, że zmuszony do nagiego wyjazdu, nie może się pożegnać.
Wszędzie jednak i długo bardzo widział jej sarnie, łzami oblane spojrzenie. Już nie klął swego losu, ujrzawszy, jak bardzo nieszczęśliwi są ludzie.
Zawrócił nagle na gościńcu świata, którym szedł na poszukiwanie swojego miłosnego szczęścia i wracał do Warszawy. Miał jednak przed sobą zbyt daleką drogę, aby ją móc przebyć spokojnie. Nie miał zresztą najmniejszych pod tym względem złudzeń. Ostatnia przygoda wyczerpała go jednak tak bardzo, że chorobliwie unikał spojrzeń smutnych i twarzy bladych choć wiedział, że nikt bardziej nie pragnie miłości, jak kobieta smutna myśląc, że jej ona przyniesie szczęście, i że żadne oczy jej goręcej nie wypatrują
Pokojówka objaśniała:
- Ona tak co dnia, punktualnie o godzinie szóstej zasypia i co do sekundy budzi się o godzinie siódmej. To jest sen kataleptyczny. Nic i nikt jej nie może zbudzić. Można ją kłuć szpilką, albo parzyć ogniem. Starsza pani mdleje na ten widok, choć to trwa tyle lat. Woli wyjść. W tym czasie idzie zwykle do kościoła. Ja jedna w tym domu znam tę tajemnicę, a pan przysiągł, niech pan pamięta!...
Łzy jak groch toczyły się po zalękłej twarzy Dorna. Pokojówka z irytacją zbierała rozrzucone róże, aby usunąć ślady czyjejś obecności.
Wyszedł powoli, ciężko podnosząc nogi, jakby je miał z ołowiu. Widział śmierć złośliwą i straszliwie podłą, bo męczącą i igrającą ze słodką, biedną dziewczyną.
Zakupił cały sklep róż nazajutrz i o poranku posłał je smutnej panience z listem takim serdecznym jak miłość i przeprosił, że zmuszony do nagiego wyjazdu, nie może się pożegnać.
Wszędzie jednak i długo bardzo widział jej sarnie, łzami oblane spojrzenie. Już nie klął swego losu, ujrzawszy, jak bardzo nieszczęśliwi są ludzie.
Zawrócił nagle na gościńcu świata, którym szedł na poszukiwanie swojego miłosnego szczęścia i wracał do Warszawy. Miał jednak przed sobą zbyt daleką drogę, aby ją móc przebyć spokojnie. Nie miał zresztą najmniejszych pod tym względem złudzeń. Ostatnia przygoda wyczerpała go jednak tak bardzo, że chorobliwie unikał spojrzeń smutnych i twarzy bladych choć wiedział, że nikt bardziej nie pragnie miłości, jak kobieta smutna myśląc, że jej ona przyniesie szczęście, i że żadne oczy jej goręcej nie wypatrują
Strony:
- 1
- 2
- 3
- 4
- 5
- 6
- 7
- 8
- 9
- 10
- 11
- 12
- 13
- 14
- 15
- 16
- 17
- 18
- 19
- 20
- 21
- 22
- 23
- 24
- 25
- 26
- 27
- 28
- 29
- 30
- 31
- 32
- 33
- 34
- 35
- 36
- 37
- 38
- 39
- 40
- 41
- 42
- 43
- 44
- 45
- 46
- 47
- 48
- 49
- 50
- 51
- 52
- 53
- 54
- 55
- 56
- 57
- 58
- 59
- 60
- 61
- 62
- 63
- 64
- 65
- 66
- 67
- 68
- 69
- 70
- 71
- 72
- 73
- 74
- 75
- 76
- 77
- 78
- 79
- 80
- 81
- 82
- 83
- 84
- 85
- 86
- 87
- 88
- 89
- 90
- 91
- 92
- 93
- 94
- 95
- 96
- 97
- 98
- 99
- 100
- 101
- 102
- 103
- 104
- 105
- 106
- 107
- 108
- 109
- 110
- 111
- 112
- 113
- 114
- 115
- 116
- 117
- 118
- 119
- 120
- 121
- 122
- 123
- 124
- 125
- 126
- 127
- 128
- 129
- 130
- 131
- 132
- 133
- 134
- 135
- 136
- 137
- 138
- 139
- 140
- 141
- 142
- 143
- 144
- 145
- 146
- 147
- 148
- 149
- 150
- 151
- 152
- 153
- 154
- 155
- 156
- 157
- 158
- 159
- 160
- 161
- 162
- 163
- 164
- 165
- 166
- 167
- 168
- 169
- 170
- 171
- 172
- 173
- 174
- 175
- 176
- 177
- 178
- 179
- 180
- 181
- 182
- 183
- 184
- 185
- 186
- 187
- 188
- 189
- 190
- 191
- 192
- 193
- 194
- 195
- 196
- 197
- 198
- 199
- 200
- 201
- 202
- 203
- 204
- 205
- 206
- 207
- 208
- 209
- 210
- 211
- 212
- 213
- 214
- 215
- 216
- 217
- 218
- 219
- 220
- 221
- 222
- 223
- 224
- 225
- 226
- 227
- 228
- 229
- 230
- 231
- 232
- 233
- 234
- 235
- 236
- 237
- 238
- 239
- 240
- 241
- 242
- 243
- 244
- 245
- 246
- 247
- 248
- 249
- 250
- 251
- 252
- 253
- 254
- 255