Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

domu nie ma fortepianu! - zawołał ze zdumieniem - czy panienka uczy się przy harfie? Nie ma i harfy!
Stał się jeszcze smutniejszy niż panna. Patrzyli sobie długo w oczy i było im dziwnie nieswojo. Nagle jej oczy napełniły się łzami. Dorn uciekł, bo w nim serce zaczęło jęczeć.
Zaczął obserwować pokojówkę i zauważył, że małpa, choć przystojna, jest złośliwa i przykra. Zapłacił jej ogromną sumę, aby ukoić jej przerażenie i wejść do ogrodu o godzinie szóstej, przysiągłszy, że nikomu o tym nie wspomni.
Z niesłychanymi ostrożnościami został wprowadzony do pokoiku służącej, stamtąd do pokojów panienki. Miał złe wrażenie, że się nie różni niczym od złodzieja, a właściwie różni się, gdyż jest gorszy, niż złodziej. Był blady ze wstydu. W ręku miał bukiet czerwonych róż - na wszelki wypadek, gdyby go spotkano i gdyby mu trzeba było pretekstu, choć go pokojówka zapewniła, że nikogo prócz panny w domu nie ma.
- Czy panienka uczy się śpiewu?
- Nigdy nie śpiewała - szepnęła służąca.
- A cóż robi codziennie od szóstej do siódmej?
- To tajemnica. Za chwilę pan zobaczy. Proszę tędy...
Stąpał na palcach, blady i drżący. W pokoju panny rolety były opuszczone; w miłym, złotym półmroku ujrzał ją, leżącą na wznak na otomanie. Ręce leżały sztywno wzdłuż dała. Twarz jej była bladożółta, z nieludzkim wyrazem cierpienia.
Dorn krzyknął zduszonym głosem i oparł się o futrynę drzwi.
- Jezus, Maria! Ona umarła!
- Nie - rzekła cicho pokojówka - wcale nie umarła.
Niech pan podejdzie bliżej. Śmiało, panienka się nie zbudzi.
Dorn uczynił dwa kroki jak zahipnotyzowany. Miał łzy w


Strony: