Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

córkę do domu, gdyż ja tu muszę pozostać... Taki wypadek... taki przykry wypadek.
Dornowi było wszystko jedno, kogo i dokąd ma odprowadzić. Córkę tej pani? Niech będzie córka tej pani.
Była to panienka cicha, małomówna, skromna i bardzo blada. Ach, to ta?! Dorn przypomniał sobie, że dziś kilka razy spotkał się z jej wzrokiem, który był również cichy i jakby zgasły. Błyski jej głębokich, szarych oczu lśniły jak światła pod abażurem. Wyglądała tak powiewnie i słodko, jak kobiety Bume Jonesa i taka była pełna pokornej melancholii. Nie piękna, a jednak była piękna. Smutek prawdziwy i nie przesadzony jest najwytworniejszym strojem kobiety, dlatego też wiele kobiet bardzo lubi, jeśli ktoś umiera w ich dalszej rodzinie, mąż albo stryj.
Smutna panienka była jednak naprawdę czegoś smutna. Mieszkała niedaleko, więc szli piechotą. Dorn bąkał coś od czasu do czasu i patrzył przed siebie bezmyślnie.
- Co pana trapi, panie Dorn? - szepnęła ona nagle.
Dorn spojrzał na nią po raz pierwszy. Była tak samo smutna.
- Nic. proszę pani. Myślałem o tym, jak kruche są kobiety.
- Ach, to straszny wypadek. Pierwszy raz w życiu widziałam takie nieszczęście; to okropne!
- Co? Taki obojczyk! Cha! cha!
Dorn zaśmiał się jak trzech szatanów, takich najzgryźliwszych.
- Czemu pan się śmieje? To nieładnie.
- Tak, pewnie, że to nieładnie. Ale, droga pani, ja widziałem takie wypadki... Och, pani, chyba mniej na świecie jest wypadków ze szkłem... Gdybym pani mógł wszystko opowiedzieć, mój Boże!
- Niech pan opowie...
- Nie będzie pani spała.
- To kiedyś w dzień. Zresztą, musi nas pan odwiedzić.
- Jest mi


Strony: