Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

wisiała nad zacnym i miłym Dornem. Kiedy, przeszedłszy przez mękę miłości pełnej westchnień, był rzewnie i z takim rozczuleniem, że dusza moja dostała skrzydeł i poleciała do nieba. Tam sobie wyprosiła wielką miłość dla tej kobiety smutnej i tak złociście pięknej. Kiedy zapadł mrok, całowałem jej ręce. Pokazałem jej moje serce, które było bez fałszu i duszę, która nigdy nie była zdolna do obłudy. Widziała jasno, że nie poszukuję przygód i nie poluję na kobietę, jak na ogłupioną zwierzynę, więc mnie gładziła po głowie i dotykała moich włosów niewypowiedzianą pieszczotą rąk. tak dziwnie białych, jak perłowość letniego świtu. Mówiła do mnie rzewnie i tak tkliwie, że byłbym dla niej, na jedno jej skinienie. wyskoczył przez okno pędzącego pociągu. Mój Boże! Oto za wszystkie niedole, za wszystką miłość zmarnowaną, nagle, niespodzianie, jak brylant wśród drogi znalazłem ją, tę kobietę anielską. Była panną, niezależną, z nikim i z niczym nie związaną. Kiedy ucałowałem jej usta, myślałem, że zemdleję. Wtedy przysiągłem jej, że będzie moją żoną...
- Ależ to lekkomyślność!
- Lekkomyślność? Miłość bez szaleństwa, bez złotego szaleństwa lekkomyślności, jest ptakiem bez skrzydeł. Znasz mnie. wiesz, że w sprawach miłości jestem szaleńcem. Ja nie kłamałem.
- A ona w to uwierzyła? Kobieta nigdy nie wierzy, ale wierzy zawsze.
- Kobieta wierzy nie człowiekowi, lecz instynktowi miłości swojej. Ona uwierzyła. Miłość ma sto oczu nieomylnych. A przecież ja nie kłamałem. Tak, nie kłamałem, że mnie rozpaczą napełniło to, że nie można zaraz, natychmiast dać jej dowodu prawdy, że nie można wziąć ślubu.
- W istocie, w


Strony: