Dziewięć kochanek kawalera Dorna

Autor: Kornel Makuszyński

smagła i cudownie uśmiechnięta.
Dziewczyna zaśmiała się głośno.
- Ach, jak pan śmiesznie wygląda, taki zdziwiony! Ja jestem córką właścicielki hotelu. Matka jest chora, bo ma latającą nerkę...
- Matka? Z całą pewnością matka?
- Tak, czemu się pan dziwi? Myślałam, że panu o tym opowiadała, bo ona wszystkim o tym opowiada. Bardzo ją dziś zabolało, więc leży, a ja ją zastępuję. Chyba, że pan nie chce - dodała z szelmowskim uśmiechem.
Dornowi słońce weszło na gębę. Podskoczył, wyjął łagodnie tacę z jej rąk i patrzył z zachwytem.
- Gdzie się pani ukrywała? Ja tu przecież mieszkam od dziesięciu dni!
- Ja wiem, ja pana widziałam już kilka razy, a mnie pan nie widział, bo matka nigdy by na to nie pozwoliła.
- Czyżbym ja panią zjadł?
- Pewnie nie, ale moja matka, proszę pana, to jest bardzo mądra kobieta. I zawsze mi mówi, żebym się nie pokazywała gościom, bo gość przyjedzie i pojedzie, a dziecko może zostać.
- Jakie dziecko?
- O, jaki pan naiwny! Gdzie jest dziewczyna tam może być dziecko.
- Ach, tak! - roześmiał się Dorn. - W istocie, jest to mądra kobieta. Niech pani się kłania mamusi.
- Niech Bóg broni, ona nie wie, że ja tu poszłam...
- Äaa! To pani tak z własnej woli?
Dziewczyna się zarumieniła, jak kuropatwa na rożnie.
- Serdecznie pani dziękuję! - rzekł Dorn radośnie. Położył na stole tacę, którą dotąd trzymał w ręku, chwycił obie ręce dziewczyny i obie ucałował. Ona zaś z rumianej stała się blada.
- Co pan zrobił? Mnie jeszcze nikt w rękę nie pocałował...
- Ja odrobię tę straszną krzywdę! - szeptał Dorn.
Tylko


Strony: